Bierut zabrał, Stachura odbierze

Bierut zabrał, Stachura odbierze


By spoleczni - Posted on 10 grudzień 2010

Jan Stachura prowadzi kancelarię adwokacką, specjalizującą się w odzyskiwaniu w imieniu przedwojennych właścicieli praw do warszawskich nieruchomości. Może poszczycić się tym, że w wyniku prowadzonych przez niego spraw w ręce byłych właścicieli, ich spadkobierców, bądź osób, które wykupiły ich roszczenia, powróciło kilkadziesiąt nieruchomości. Takim sukcesem nie może się pochwalić żaden inny warszawski prawnik. Działanie Jana Stachury ogranicza się jednak tylko do nieruchomości leżących w granicach miasta przed 1939 rokiem.

Jego kancelaria mieści się w zabytkowej kamienicy z 1913 roku, przy ulicy Wilczej, jednej z tych, w których odzyskaniu pomagał. Jest miłośnikiem staroci, nie wyłączając klasycznych samochodów, szczególnie brytyjskich. Do pracy przyjeżdża sportowym kabrioletem - jaguarem E-type z lat sześćdziesiątych. Ma też bentleya pochodzącego z tego samego okresu. W rozmowie z Karolem Chlipalskim mecenas Stachura mówi o swojej pracy i warszawskich nieruchomościach.

Biznes Warszawski: Ile jeszcze zostało w Warszawie nieruchomości, które mają szansę wrócić do przedwojennych właścicieli, bądź ich spadkobierców?
Jan Stachura: Gdzieś padła liczba 880 w odniesieniu do nieruchomości, które już zostały odzyskane przez prawowitych właścicieli. Mnie się wydaje, że na pewno zostało ich jeszcze 5-6 razy tyle. Wiele działań, mających na celu przywrócenie prawa własności przez spadkobierców przedwojennych właścicieli, już zostało podjętych i one trwają.

A iloma z nich zajął się pan osobiście?
To – ze względu na to, że moi koledzy mogą czytać ten wywiad – wolałbym, żeby pozostało tajemnicą.

Ile takich spraw już pan zakończył?
Kilkanaście.

Jakieś szczegóły?
Na przykład pomogłem w odzyskaniu trzech nieruchomości przy Chmielnej, sprawa czwartej kamienicy przy tej samej ulicy jest w toku, już bliska zamknięcia. Pomogłem też w osiągnięciu porozumienia pomiędzy miastem, a spadkobiercami prawowitych właścicieli w sprawie działki leżącej na rogu ul. Grzybowskiej i al. Jana Pawła II, na której stoi dziś hotel Westin. Byłem również uczestnikiem porozumienia w sprawie wykupu roszczeń spadkobierców byłych właścicieli działki przy placu Zwycięstwa, gdzie niedawno powstał budynek Metropolitan. To były głośniejsze sprawy, w których uczestniczyłem. W obu przypadkach odszkodowanie dla byłych właścicieli wyniosło tysiąc dolarów za metr kwadratowy.

Kiedy były właściciel może oczekiwać zwrotu nieruchomości, a kiedy odszkodowania?
Jeżeli działka jest niezabudowana, albo wciąż stoi na niej budynek, który powstał przed wojną. Natomiast jeżeli na działce jest powojenna zabudowa, to sprawa jest trudniejsza. Proszę sobie wyobrazić małą działkę, na której w chwili obecnej stoi kilka budynków, które wychodzą poza jej obręb. Przecież nie można zwrócić tej działki w naturze, dzieląc łazienki i kuchnie. To jest po prostu niemożliwe. W takiej sytuacji właściciele działki mogą dochodzić odszkodowania od skarbu państwa. Sprawę zwrotu dodatkowo komplikuje fakt, że często w przedwojennych kamienicach są mieszkania, które zostały sprzedane. Lokatorzy kupili te mieszkania w dobrej wierze. Jeżeli ja wiem, że w danym budynku jest 50 procent sprzedanych lokali, to klient musi być uprzedzony, że istnieje możliwość zwrotu budynku, ale tylko jego części niesprzedanych. I wtedy ta osoba zostaje właścicielem budynku w 50 procentach, a druga połowa staje się udziałem właścicieli poszczególnych mieszkań. Natomiast zadośćuczynienia szkody, którą poniósł przedwojenny właściciel z tego tytułu, można dochodzić od skarbu państwa w postaci odszkodowania.

Jak często sprawy o przywrócenie prawa własności kończą się ugodą i nie trafiają do sądu?
Trudno powiedzieć. Ugoda najczęściej następuje wtedy, gdy roszczeniami prawowitych właścicieli jest zaniepokojony inwestor, który chce coś postawić na spornej działce. Tak było w przypadku zarówno działki przy Grzybowskiej, jak i tej, na której stanął Metropolitan . W takich sytuacjach rzeczywiście można zaobserwować wolę ze strony miasta, aby sprawę jak najszybciej zakończyć.

A jeśli inwestor nie naciska?
To bywa różnie. Prowadzę kilka spraw o zwrot nieruchomości w obrębie placu Defilad, tam miasto jakoś wielokrotnie deklarowało chęć wykupu roszczeń, natomiast żadna konkretna propozycja dotąd nie padła.

Czy w tej chwili zajmuje się pan jakąś sprawa, przy okazji której spadkobiercy właścicieli mogliby zablokować inwestycje?
Jest taki teren, leżący w kwartale Marszałkowska, Świętokrzyska, Zielna, Próżna, przeznaczony pod inwestycje przez Domy Towarowe Centrum. Teren jest poszatkowany roszczeniami. DTC nie mogą uregulować swojego stanu prawnego od dawna. Jest to wspaniała działka w centrum Warszawy, na której stoją budki z kuchnią chińską, porno- shopy i stoiska z pirackimi kasetami wideo. Aż się prosi, żeby usiąść do stołu z przedstawicielami DTC i pełnomocnikami byłych właścicieli i dojść do porozumienia. Miasto powinno mieć interes w tym, żeby wystąpić jak najszybciej z propozycjami odszkodowania. W przeciwnym wypadku, kto ma to zrobić? Trudno sobie wyobrazić, żeby pojedynczy były właściciel mógł przeforsować uzyskanie odszkodowania za działkę, która jest drobną częścią tego obszaru.

Czy można jakoś ocenić, kiedy – po 1989 r. – miasto było najbardziej skore do rozmowy z byłymi właścicielami?
Trudno powiedzieć. My możemy narzekać, że miasto nie rozwiązuje problemów przez wypłatę odszkodowań. Ale wiemy doskonale, z jakich powodów. Każdy układ polityczny, który zawrze jakiekolwiek porozumienia, będzie przez następny układ krytykowany za to, że wypłacono ogromne pieniądze nie wiadomo na co. Uważam, że tylko stabilny układ polityczny, który ponosiłby odpowiedzialność za lata swojej pracy, rzeczywiście mógłby taką politykę skutecznie prowadzić.

Jak wiele spraw pan przegrał?
Jedną ze spraw ostatecznie przegrałem w NSA. Ale w tym przypadku będę składał podanie o rewizję nadzwyczajną. Uważam, że wyrok jest niesłuszny.

A w ilu sprawach reprezentował pan spadkobierców właścicieli?
Trudno policzyć. Choć z drugiej strony muszę zaznaczyć, że nie przyjmuję spraw beznadziejnych. Jeżeli sprawę przejmuje adwokat, który zna doskonale procedury i zna warunki - stan faktyczny i stan prawny - może z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, jak się ona zakończy. Przyjmuję sprawy trudne, ale takie, w których można znaleźć jakąś koncepcję prawną. Ja wierzę w Naczelny Sąd Administracyjny, który już kilkakrotnie stanął po stronie byłych właścicieli, np. kilka dni temu uznał za skuteczne wnioski o zwrot nieruchomości, złożone przed terminem. Dotąd praktyka była inna.

Jak poznał pan te procedury? Kiedy zajął się pan odzyskiwaniem nieruchomości warszawskich?
Mój dziadek od strony matki był przed wojną zastępcą notariusza i zarazem właścicielem kilku nieruchomości. Po 1989 roku rodzina zobowiązała mnie, abym zajął się ich odzyskaniem. Przy tej okazji właśnie ta tematyka zainteresowała mnie tak bardzo, że postanowiłem się jej całkowicie poświęcić. Była to wówczas decyzja dość ryzykowna, bo wystarczyłaby jedna ustawa reprywatyzacyjna i mógłbym zamknąć praktykę. Ale, jak dotąd, ustawy reprywatyzacyjnej nie ma i pewnie prędko nie będzie, więc uważam, że mam jeszcze kilka dobrych lat pracy zawodowej przed sobą.

Czy dobrze pan zarabia?
Praca daje mi wiele satysfakcji, tej materialnej również.

Na jakie koszty musi być przygotowana osoba, która zwróci się do pana o pomoc w odzyskaniu swojego mienia.
Niski stopień zamożności klienta nie stanowi o tym, że nie uzyska on pomocy prawnej.

Jak do pana trafiają klienci?
Właściciele nieruchomości warszawskich mają ze sobą ścisły kontakt, w związku z czym wymieniają informacje. Moje nazwisko kilkanaście razy ukazało się w prasie - w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej - w kontekście odzyskiwania nieruchomości, więc jestem dość znany w środowisku.

Jaka jest tajemnica pana skuteczności?
Nie wypada mówić o swojej skuteczności zawodowej. Ale ogromne znaczenie ma tutaj fakt, że sprawy, którymi się zajmuję, opierają się na jednym akcie prawnym.

Czym różni się procedura odzyskiwania nieruchomości w Warszawie i innych miastach Polski?
Warszawa w wyniku wojny była zburzona w 90 procentach. W związku z tym należało podjąć kompleksowe działania, mające na celu odbudowę miasta. Ponieważ prowadzenie kilkudziesięciu tysięcy indywidualnych spraw, mających na celu odebranie własności, było zbyt czasochłonne, trzeba było wprowadzić akt prawny, który dawałby władzom możliwość natychmiastowego dysponowania terenem. To był tzw. dekret warszawski, zwany też bierutowskim. Spowodował on wiele krzywdy, ale nie ze względu na jego treść, tylko sposób stosowania. Dekret zaczynał się takimi słowami: „W celu umożliwienia szybkiej odbudowy i rozbudowy stolicy, zgodnie z interesem narodu uchwala się, co następuje [...]”.Zakładał on, że osoby, które chcą przywrócenia swojej własności, powinny złożyć stosowny wniosek. Wniosek mógł zostać rozpatrzony negatywnie jedynie wtedy, gdy nieruchomość leżała w miejscu uwzględnionym w planach zabudowy. Ale generalnie nie wiadomo było, co w Warszawie i gdzie powstanie. Wobec czego uzasadnienie prawne miały decyzje negatywne dotyczące nieruchomości leżących np. tam, gdzie powstawała trasa W-Z, Dworzec Centralny, działek leżących przy Marszałkowskiej, która została znacznie poszerzona, itd. Tymczasem władza ludowa umacniała się i dość często decyzje odmowne były uzasadniane w arogancki sposób, np.: „właściciel nie popiera budowy Polski Ludowej”; „na właściciela są skargi z komitetu blokowego”. Często urzędnicy posługiwali się uzasadnieniem- wytrychem: „wniosek niezgodny z planem zabudowy”, mimo że plan taki nie istniał. W roku 1989, kiedy zmienił się ustrój, okazało się, że można doprowadzić do unieważnienia tych decyzji i ponownego rozpatrzenia wniosków. Odnoszą się one w sumie do 30 procent nieruchomości, które przeszły na własność skarbu państwa.

A co z osobami, które nie złożyły wniosku, albo wniosek został rozpatrzony negatywnie?
Dekret stanowił, że osoby, które takiego wniosku nie złożyły, albo nie uzyskały zwrotu własności z takich czy innych powodów, miały otrzymać odszkodowanie według wartości rynkowej nieruchomości. Tylko że przepisy wykonawcze, które miały regulować sprawę tych odszkodowań, nigdy się nie ukazały. W 1985 roku wygaszono prawa do odszkodowań. Do odzyskania są więc tylko i wyłącznie nieruchomości, które zostały przejęte niezgodnie z literą dekretu warszawskiego.

Gdy przychodzi do pana klient, co mu pan mówi? Ile będzie trwało postępowanie w sprawie o odzyskanie nieruchomości?
Nic nie obiecuję, przedstawiam przebieg sprawy. Mówię, że musimy uzyskać kilka pozytywnych decyzji, a każda z nich może zostać zaskarżona do NSA. Jeżeli zliczymy te postępowania i pomnożymy przez dwa lata, bo tyle trwa, średnio, rozpatrzenie przez NSA, to otrzymamy liczbę lat, ile – w najgorszym razie – może trwać sprawa. A jest tak dlatego, że w ciągu pięćdziesięciu kilku lat nastąpiło tyle przekształceń własnościowych, zapadło tyle decyzji, że teraz doprowadzenie do ich unieważnienia musi trwać. Dodatkowo te sprawy przedłużają ciągłe zmiany prawne i kwestia ustroju Warszawy. Zanim wszedł on w życie, przez pół roku nie podejmowano żadnych decyzji. Wcześniej był zarząd komisaryczny, więc również przez pół roku nic się nie działo. Oczekiwanie na rozstrzygnięcie sprawy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym to są dwa lata. A NSA, co robi? Orzeka, że poprzednia decyzja była zła i sprawa wraca do punktu wyjścia. I niekoniecznie natychmiast potem zapada decyzja pozytywna, bo wiele organów administracyjnych nie może się pogodzić ze stanowiskiem NSA.

Czy często zdarza się, że przychodzą do pana osoby, które chcą dochodzić czegoś, co im się nie należy?
Nie miałem w swojej karierze takiej sytuacji, aby przyszła do mnie osoba, która by sobie uzurpowała, że jest następcą prawnym byłych właścicieli. Zazwyczaj jest to bardzo łatwe do ustalenia. Jeżeli przyszedłby do mnie Jan Kowalski z dokumentami stwierdzającymi, że dziedziczy po Stanisławie Kowalskim, to nie podjąłbym się sprawy, dopóki nie ustaliłbym, że to jest właśnie ten Jan Kowalski, o którego chodzi w dokumentach.

Czy podejmuje się pan odzyskiwania nieruchomości poza granicami przedwojennej Warszawy?
Nie, mam wystarczająco dużo pracy, jeśli chodzi o nieruchomości skonfiskowanych w związku z dekretem warszawskim, żeby zajmować się czym innym.

źródło: BiznesPolska.pl
Autor: Karol Chlipalski
Data: 2003-09-15

ZałącznikWielkość
2010 09 02 wykaz nieruchomosci w przypadku ktorych wszczeto postępowanie administracyjne.4.75 MB
Etykietowanie