cdn polityki mieszkaniowej PO

cdn polityki mieszkaniowej PO


By spoleczni - Posted on 09 wrzesień 2011

SKUTKI KOSZTY RZĄDOWEJ OPERACJI "KATAR"" W WARSZWIE

270 tys. zł kosztował rządzącą miastem ekipę PO remont pałacu Szaniawskich. Mieli tam rezydować dyplomaci z Kataru. Ambasada nigdy przy Miodowej nie powstała, pałac idzie na przetarg, zaś sprawa za rachunki remontowe - do sądu.

Cena wywoławcza za Miodową 8 to ponad 18 mln zł. Oferta ratusza jest unikalna, bo stołeczny samorząd wielu pałaców nie ma. Według wyceny z 2009 r. nieruchomość była warta 17,5 mln zł. Ta ekspertyza biegłego była niezbędna, by gmach mogło kupić Ministerstwo Skarbu. Ale nie dla siebie i poza przetargiem - pałac miał być oddany na ambasadę dyplomatom z Kataru, państwa, które miało zainwestować m.in. w stocznię w Szczecinie.

Już dwa lata temu angażowanie się rządu w organizację tej placówki budziło dyskusje. Poseł SLD Tadeusz Iwiński pisał w jednej interpelacji: "finalna i mniejszej wagi sprawa (...) to informacja o wykupie przez rząd budynku na ambasadę państwa Kataru w Warszawie. Klasyczna zasada w stosunkach międzynarodowych (...) polega na tym, iż kraj przyjmujący nie ponosi kosztów związanych z tworzeniem u siebie placówki innego państwa (...). Zachodzi podejrzenie, że w najlepszym razie naruszono starą zasadę sformułowaną przez angielskiego dramatopisarza Noela Cowarda, iż łatwiej oferujemy nasze serca niż nasze pieniądze".

Urzędnicy stołecznej ekipy PO nie potrafią do końca wytłumaczyć, dlaczego resort skarbu upatrzył sobie na ambasadę Kataru akurat budynek przy Miodowej 8 od lat zajmowany przez administrację samorządową, m.in. dwóch wiceprezydentów Warszawy, w dodatku w stanie odbiegającym od standardów dyplomatycznej placówki. - Chcieli, by Katarczykom koniecznie znaleźć pałac - słyszymy w ratuszu.

Nasi rozmówcy przyznają, że sprawę załatwiano w niespotykanym pośpiechu i przy licznych telefonach do lokalnych działaczy PO. - Sprawa była delikatna, ważyły się losy prywatyzacji stoczni w Szczecinie, był temat kontraktu na katarski gaz, nie wypadało, by nasz partner handlowy urzędował w pokoju hotelowym - tak w 2009 r. tłumaczył to "Gazecie" jeden z przedstawicieli ratusza.

17,5 mln zł miało być płacone w ratach. By sprostać wymaganiom strony rządowej, ratusz wyprowadził z pałacu swoich urzędników. - Operacja objęła też pracowników z pałacu Branickich, bo był to jeden połączony kompleks biurowy - mówi jeden z działaczy PO.

W sumie urzędowe adresy zmieniło kilkaset osób. Nowe siedziby, przeprowadzki itp. kosztowały kilkaset tysięcy złotych.

Wiosną 2010 r. okazało się, że Ministerstwo Skarbu już nie chce pałacu. - Zażądali zwrotu zaliczki, czyli ok. 7 mln zł, co zrobiliśmy - mówi Marcin Bajko, szef stołecznego biura gospodarki nieruchomościami.

- Twierdzili, że wycofał się Katar. A my zostaliśmy z pustym, wyremontowanym pałacem - dodaje jeden z działaczy PO.

Andrzej Jakubiak, wiceprezydent miasta: - Ten remont kosztował nas 270 tys. zł. Nasi partnerzy z ministerstwa odmówili zwrotu kosztów. W tej sytuacji będziemy dochodzili swoich praw w sądzie.

To nie koniec rozliczeń. Sebastian Wierzbicki, radny i szef stołecznego SLD: - Chcemy publicznej informacji, dlaczego pałac przez rok stał pusty, ile kosztowała budżet miasta ochrona i utrzymanie budynku. Po otrzymaniu tych danych będziemy mogli ostatecznie oszacować koszty rządowej operacji "Katar" w Warszawie.
Żródło: Gazeta stołeczna . Iwona Szpala

Etykietowanie