Co z roszczeniami? Warszawa nie udźwignie tego ciężaru

Co z roszczeniami? Warszawa nie udźwignie tego ciężaru


By spoleczni - Posted on 16 marzec 2012

Kolejna odsłona reprywatyzacji w Warszawie. Właściciele zagrabionych po wojnie nieruchomości przychodzą teraz z wyrokami nakazującymi miastu zwrot majątku. I miasto oddaje działkę za działką. Z jednej strony wyrównuje rachunki krzywd sprzed lat, z drugiej mnoży problemy. W naszym nowym cyklu spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, jak Warszawa ma sobie poradzić z falą roszczeń byłych właścicieli.

Pieniędzy potrzeba na wykup oddanych gruntów, na których stoją już jakieś użyteczne dla miasta obiekty albo są planowane ważne inwestycje. Np. na pl. Defilad, najdroższym terenie w Polsce, gdzie roszczeniami jest już objętych kilkadziesiąt działek. Niektóre wchodzą w obszar projektowanego Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Bez rozwiązania sprawy własności gruntu ta prestiżowa placówka nigdy tu nie powstanie, nawet jeśli miasto wreszcie porozumie się ze szwajcarskim architektem. Byłoby to fatalne w skutkach, gdyż zaprojektowane przez Christiana Kereza muzeum miało odczarować i przełamać zapyziałą pustkę wokół Pałacu Kultury i dać impuls do budowy kolejnych godnych centrum stolicy gmachów. Sytuacja jest jednak patowa. Miasto nie wykupuje działek, właściciele mają pretensje. A na pl. Defilad zapowiada się inwestycyjny paraliż na lata, co z kolei irytuje wielu warszawiaków.

Nierzadko bywa, że akt sprawiedliwości w postaci zwrotu majątku nie jest na rękę lokalnej społeczności. Pokazuje to przykład ul. Szarej na Powiślu, gdzie właściciel przejął teren z ogródkiem jordanowskim, a później sprzedał go deweloperowi. Wywołało to silne protesty nie tylko okolicznych mieszkańców. Po wygrodzeniu przez właścicieli, którzy odzyskali działkę, części skweru u zbiegu ul. Chopina i Mokotowskiej, do "Gazety" pisali oburzeni tym czytelnicy. Bo dziś równie mocne jak dążenie byłych właścicieli do odzyskania swoich nieruchomości jest pragnienie zachowania jak największych terenów publicznych, dostępnych dla wszystkich. Tłumaczenie, że na skwerze, w jordanku czy parku jest teraz część prywatna i tak naprawdę zawsze nią była, nie znajduje zrozumienia. Lokalna społeczność oczekuje, że w takich sytuacjach miasto stanie po jej stronie, nie pozbawi jej możliwości korzystania z dobrodziejstw wspólnej przestrzeni.

Jeszcze trudniej wytłumaczyć lokatorom, że dom, w którym mieszkali od urodzenia przez dziesiątki lat, nie jest już ich, choć przydział lokalu dostali od miasta. Jeśli dbali o niego i remontowali, to jest nieważne. Jeśli nie stać ich na galopujące czynsze, które nalicza nowy właściciel, muszą się wynieść. Miasto nie przejmuje się, czy mają dokąd, po prostu realizuje wyrok sądu nakazujący zwrot kamienicy. Problem jednak nie znika. Ludzie, którzy nie mają gdzie się podziać i którym grożą eksmisje, powiększają i tak już długą kolejkę do lokali socjalnych i komunalnych. Trzeba ich wybudować co najmniej 10 tys. w związku z przejęciami kamienic - tak wyliczenia padły na poświęconym planowaniu miasta festiwalu "Warszawa w budowie".

Po tylu latach od powojennych bezprawnych przejęć majątków sprawiedliwe ich oddawanie jest niesłychanie trudne. Nieruchomości często wyglądają kompletnie inaczej niż kiedyś, służą innym celom i ludziom. Jest tak jak w haśle naszego nowego cyklu redakcyjnego - jak komuś zwracają, to innym zabierają. "Gazeta Stołeczna" zaczyna taki cykl, bo okazuje się, że znowu w Warszawie aktualne są pytania już wiele razy stawiane choćby przy okazji dyskusji o nigdy niezrealizowanej ustawie reprywatyzacyjnej.

Jak dziś zaspokoić roszczenia właścicieli nieruchomości? Jak zrobić, żeby jednej krzywdy nie naprawiać drugą? Jak to miałoby w praktyce wyglądać? I skąd wziąć na to wszystko pieniądze? Miejscy urzędnicy mówią, że nawet bogata Warszawa takiego ciężaru sama nie udźwignie.

Zródło:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,11324166,Co_z_roszczeniami__W...

Etykietowanie