CZEKAJĄC NA KOMORNIKA

CZEKAJĄC NA KOMORNIKA


By spoleczni - Posted on 23 maj 2012

W stolicy szykuje się megaeksmisja. Za dziewięć dni mają się wyprowadzić prawie wszyscy lokatorzy z praskiej kamienicy. Domaga się tego nowy właściciel

ZARZĄDZENIE NR 2331_2012 w sprawie wprowadzenia Regulaminu windykacji należności

Załącznik do Regulaminu windykacji należności m. st. Warszawy

Eksmisja grozi kilkunastu rodzinom mieszkającym w budynku przy ul. Stanisława Augusta na Pradze Południe. To zaciszne miejsce. Blisko stąd tramwajem do centrum i do Parku Skaryszewskiego. Przedwojenną kamienicę, jak wszystkie budynki w ówczesnej Warszawie, znacjonalizowało państwo w ramach dekretu Bieruta. Rok temu odzyskała ją spadkobierczyni dawnych właścicieli. Komunalni lokatorzy przez osiem miesięcy nie dogadali się z nowym właścicielem. Iskrzy po obu stronach.

Mieszkania mają po ok. 30 m kw., tylko dwa - 50. Do tej pory czynsz wynosił 300-400 zł, teraz właściciel żąda 900-1,2 tys. zł, a to nawet jak na stolicę niemało. Lokatorzy nadal płacą stary czynsz na depozyt (sąd go nie uznał). A właściciel zaczął naliczać im zaległości i w końcu wypowiedział umowy najmu.

Takich spraw w stolicy są dziesiątki, bo miasto wciąż nie doczekało się ustawy reprywatyzacyjnej. Roszczeń o zwrot domów, działek, a nawet szkół, szpitali, parków, muzeów, pałaców i urzędów są tysiące. To przez po 22 latach od upadku PRL-u nie udało się zabudować okolic Pałacu Kultury.

W ubiegłym tygodniu debatę o skutkach sądowej reprywatyzacji zorganizowała "Gazeta Stołeczna". Politycy różnych opcji przyznali, że przy naprawianiu powojennych krzywd robi się krzywdę lokatorom, bo zostają sami. Dlatego posłanka PO Lidia Krajewska obiecała, że zgłosi przygotowany kilka lat temu przez miasto projekt ustawy. Dzięki niemu, zamiast oddawać kamienice z lokatorami, miasto mogłoby dawać działki zamienne lub odszkodowanie. Ok. 50 lokatorów z Pragi raczej tego nie doczeka. Ich dom jest w niezłym stanie. Remontu wymaga tylko klatka schodowa.

Na drzwiach wejściowych wisi kartka z instrukcją, co zrobić, gdy właściciel odetnie wodę, ciepło, prąd. W gablocie - stare zaproszenie na manifestację lokatorów z hasłem "Stop eksmisjom na bruk". Eksmisja z końcem maja.

Opowieści lokatorów

>>Lokator numer 1, nastolatek ze szkoły średniej:

Przez całe to zamieszanie z nowym właścicielem gorzej idzie mi w nauce. Ciągły stres. W zimę odciął nam ciepło. Starszy sąsiad, gdy dostał pismo z wymówieniem najmu, z chorym sercem trafił do szpitala. Boję się otwierać drzwi, gdy ktoś puka, część osób odłączyła dzwonki - bo może to pełnomocnik nowego właściciela. Proszę spojrzeć, nie mamy tu żadnych luksusów. Jeden pokój, kuchnia, łazienka, 20 parę metrów [meble przeciętne, segment, ale jest schludnie i czysto - red.]. Nie damy się łatwo wywalić. Mieszkam tu od urodzenia, rodzice tak samo. To spokojna kamienica. Sporo starszych ludzi. Trzymamy się i walczymy razem. Czy mamy plan awaryjny? Czekamy na wyrok sądu o eksmisji. Czemu sami nie wynajmiemy? Nie stać nas. Żyje się ciężko. Mama bezrobotna, tata pracuje w spółce inwalidzkiej. A nawet gdyby, to wynajmowane nigdy nie będzie nasze. Tego nie mogliśmy wykupić, bo zawsze były roszczenia. Udało się tylko jednemu lokatorowi.

>>Lokatorka nr 2, bezrobotna, ponad 30 lat: Żyjemy z dnia na dzień. Piszemy pisma o pomoc, interwencję gdzie się da. Chcemy, żeby ktoś z nami porozmawiał jak z ludźmi, a nie z bydłem. Mieszkam tu od urodzenia, a wcześniej moja mama. Nie pracuję, bo spodziewam się drugiego dziecka. Pierwsze chodzi do szkoły. Pracuje mój partner. Czy myślałam o dobrowolnej wyprowadzce? A dlaczego mam się stąd wynosić? Ktoś powie - idź do banku, weź kredyt i kup mieszkanie. Też kiedyś tak myślałam. Ale dziś nie zarabiam, muszę utrzymać rodzinę. A nawet gdybym poszła do pracy, dostanę 1-1,5 tys. zł. Który bank przy takich zarobkach da mi kredyt? Nie stać mnie też, żeby zapłacić 2 tys. zł czynszu. Nikt z nas tyle nie zarabia. Nie ukradliśmy tego mieszkania. Dostaliśmy je zgodnie z prawem [30 metrów - red.]. Państwo powinno nam pomóc, bo jesteśmy warszawiakami. Nie mamy rodziny na wsi, która sprzeda kilka hektarów i kupi nam mieszkanie albo podrzuci w niedzielę wałówkę z jajkami i kiełbasą na Dworzec Wschodni.

>>Lokator numer 3, ponad 40 lat

Kilka lat temu mogłem trochę odłożyć - byłem kierownikiem w dużej firmie spożywczej. Ale nie odłożyłem. Potem mnie zwolnili, chorowałem na serce. Szukam pracy, ale nie jest łatwo z moim wiekiem i CV. Mieszkam z żoną. Nie pracuję. Żona ma własną działalność gospodarczą, raz zarabia lepiej, raz gorzej. Gdybym miał 300-400 tys. na własne mieszkanie, to bym się wyprowadził. Wszyscy w te mieszkania sporo włożyliśmy. Ja przejąłem swoje po starszej kobiecie w 1997 r. Musiałem zrobić generalny remont. Miasto ostatni remont zrobiło tu w połowie lat 80. A teraz przychodzi pełnomocnik i mówi "Ja was stąd wypier..., to będzie moja własność". Ja tu się urodziłem, dlaczego teraz mam sam kupić sobie mieszkanie? Czy to moja wina, że jestem warszawiakiem, że nie pracuję w korporacji? Prawdziwi warszawiacy nas rozumieją. Cwaniakują i narzekają na nas ci, co przyjechali ze wsi i sami musieli kupić mieszkania.

Nie negujemy, że to czyjaś własność. Chcemy tylko, by pełnomocnik rozmawiał z nami inaczej. Nie jesteśmy meblami.

Opowieść kamienicznika

Jacek Powsiński, pełnomocnik nowej właścicielki: Po raz pierwszy u lokatorów byłem we wrześniu. Przyszedłem w dobrej wierze. Jednak tylko jedna rodzina podjęła ze mną rozmowy i płaci czynsz. Reszta poszła na rozwiązanie siłowe. Czy tych ludzi stać na nowy czynsz? Nie wiem. Nie chcą ze mną rozmawiać. Domyślać się nie będę. Nie miałem takich problemów przy przejmowaniu innych kamienic. Jeśli czynsz jest za wysoki, możemy zamienić mieszkanie na mniejsze albo pomogę znaleźć lokal zamienny. Mieszkańcy mogą również korzystać z gminnych dodatków mieszkaniowych finansowych dla najuboższych. Jednak nikt do mnie z takim wnioskiem się nie zgłosił. Więc chyba wszystkich stać na płacenie czynszu. Za każdym razem, gdy byłem w kamienicy, lokatorzy wzywali policję. Jeden zmienił zamki do bocznej klatki schodowej - mówi, że się mnie boi. Inny przyłączył do swojego mieszkania puste pomieszczenie i nielegalnie z 30 metrów zrobił sobie 50. Jeszcze inny zataił, że zmarła mu babcia, która była najemcą - a wnuczek nie ma prawa dziedziczyć lokalu. Nie stać go na rynkowy czynsz? To 40-letni informatyk, stać go na własne mieszkanie. Nie wiem, co zrobię z kamienicą. Na rozmowy ugodowe jest za późno. Czekam na wyroki o eksmisji. Będę też domagał się zapłaty zaległych czynszów. Teraz zalegają mi kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czynsz jest zgodny z prawem. W zaniedbanych kamienicach może być wyższy, bo trzeba zbierać na remont. Mam prawo

Źródło: Dziennik Metro-Mariusz Jałoszewski

Etykietowanie