Dzielnice można likwidować

Dzielnice można likwidować


By spoleczni - Posted on 26 czerwuec 2012

Ratusz chce wpisać w statut miasta, że Rada Warszawy może „łączyć, dzielić i likwidować dzielnice”. Radni PiS: – Uwaga! PO szykuje pole do rewolucji w samorządzie

Władze stolicy przygotowały pakiet zmian w statucie miasta. Pierwszy tak poważny od czasu uchwalenia tej tzw. miejskiej konstytucji w 2008 r.
Wczoraj propozycje korekty otrzymali radni. Kontrowersje przedstawicieli opozycji wywołał szczególnie jeden zapis – o tym, że Rada Warszawy mogłaby „tworzyć, łączyć, dzielić i znosić podział na dzielnice".

Gdy wyschnie potok

– Czy to oznacza, że od przyszłej kadencji Warszawa nie będzie miała 18 dzielnic jak dziś, ale jedynie trzy, pięć albo dziesięć, według widzimisię Platformy Obywatelskiej? – pyta radny PiS Maciej Maciejowski.
Zaniepokoiło go tempo wprowadzenia tych zmian pod obrady miejskiej komisji statutowo-regulaminowej.
– Po cichu i znienacka. Jakby to była sprawa bardzo pilna – sugeruje.
Czy rzeczywiście Platforma Obywatelska ma polityczny plan likwidacji niektórych dzielnic, np. niewygodnych politycznie?
Rządzone dziś przez PiS Włochy można byłoby połączyć z Ochotą. Maleńki Rembertów, w którym od lat wygrywają lokalne ugrupowania, wcielić do Pragi-Południe, gdzie Platforma wygrywa. A Praga-Północ mogłaby się zespolić z Targówkiem – jak to już kiedyś było historycznie.
400 radnych zasiada w 18 radach dzielnic od ostatniej zmiany ustroju stolicy w 2003 r.
– Nic mi o takim politycznym planie nie wiadomo – stwierdza Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydenta Warszawy.
Po co zatem wprowadzać teraz zapis o łączeniu i dzieleniu dzielnic do statutu?
– To jest po prostu fragment przeniesiony z ustawy warszawskiej. Ustawa już dziś czysto teoretycznie pozwala Radzie Warszawy na takie zmiany granic w dzielnicach – mówi dyrektor Jóźwiak.
Sekretarz miasta Jarosław Maćkowiak przekonywał radnych wczoraj, że chodzi wyłącznie o zmiany porządkujące i drobne korekty granic dzielnic, a nie o likwidację którejkolwiek z nich.
Dziś na przykład granica dzielnicy może biec – teoretycznie – wzdłuż muru więzienia. Jedna jego część jest w jednej dzielnicy, druga już w innej.
– Albo wzdłuż potoku. A co będzie, gdy potok wyschnie? – rzuca przykład sekretarz miasta.
Zapis w statucie pozwoli radnym korygować takie absurdy. Jednak do tej pory ustawa również na to pozwalała. Dlaczego więc nie było tego w statucie?
Jóźwiak: – Pewnie ktoś zapomniał wpisać.
Radni PiS w takie wyjaśnienia nie chcą wierzyć.
Wstęp do rewolucji

– Takie zmiany w istotnych miejskich dokumentach robi się wtedy, gdy czyści się przedpole do jakichś ważnych politycznych ruchów. Wiadomo, że likwidacja jakiejkolwiek dzielnicy wywołałaby wielką burzę i byłaby zaskarżana do wszelkich instytucji. Zatem by uniknąć jednego z zarzutów, Platforma chce powtórzyć dotychczas martwy zapis ustawowy w miejskiej konstytucji – snuje teorię Maciej Maciejowski.
Szef komisji statutowo-regulaminowej radny Lech Jaworski (PO) ripostuje:
– To jest być może sposób charakterystyczny dla działania PiS. Ja odpowiem odwrotnie: gdyby ktoś chciał przeprowadzać jakąś rewolucję w samorządzie, to nie wywoływałby dyskusji na tym poziomie i w taki sposób.
Dyskusje o tym, że rady dzielnic są niepotrzebne, odbywały się dotąd wyłącznie nieoficjalnie w środowisku samorządowców.
Nie jest tajemnicą, że przy obecnym podziale kompetencji, blisko 400 rajców w 18 dzielnicach, nie ma zbyt wiele pracy. Najważniejsze decyzje zapadają w radzie miasta. Jednak nikt na razie nie odważył się zaproponować zmniejszenia liczby rad dzielnic ani zlikwidowania którejś z nich.
Czy zatem da się utrzymać koncepcja radnego PiS, że wczorajsza propozycja ratusza to forpoczta zmian?
– Ja bym aż tak nie panikował, że to plan jakiegoś zamachu na dzielnice – ocenia radny SLD Tomasz Sybilski, członek komisji statutowej. – Choć też chętnie poznałbym intencje Platformy, która nagle chce wprowadzić ten zapis do statutu.
Bardziej jednak niż w chęci przeprowadzania dzielnicowej rewolucji upatruje przyczyny w zadośćuczynieniu interesom jakichś deweloperów.
– Niektórym być może niewygodnie jest budować na działce należącej do dwóch dzielnic, więc rada musi pomóc i zmienić granice – ocenia radny Sybilski.
Taka sytuacja występuje np. teraz na granicy Woli i Ochoty.
Działka należy do spółki Capital Park planującej w tym miejscu budowę dużego 14-
-piętrowego biurowca Eurocentrum, w którym znajdzie się aż 67 tys. mkw. biur.
Granica między dzielnicami przechodzi tamtędy na ukos przez dwie działki. To dla inwestora utrudnienie, bo chce podzielić nieruchomość. A kwestie administracyjno-geodezyjne musiałby prowadzić w dwóch dzielnicach jednocześnie. Dlatego deweloper wystąpił do ratusza o korektę granicy.
Żadnej dzielnicy nie można jednak zlikwidować bez konsultacji społecznych. A mieszkańcy być może są w stanie zaakceptować korektę o kilkaset metrów. Ale trudno się spodziewać, by wyborcy z Ochoty, Woli, Włoch czy Targówka zgodzili się na likwidację swojej odrębnej administracji i zrzekli się prawa wybierania burmistrza oraz radnych.
Premier ma głos

Procedura zmiany statutu miasta jest żmudna i długa.
Komisja statutowa Rady Warszawy ma zająć się zaproponowanymi przez ratusz poprawkami 9 lipca. Później propozycje zostaną przekazane do konsultacji w dzielnicach (opinie powinny wydać w ciągu dwóch tygodni). A ostateczny kształt uchwały musi zostać uzgodniony z premierem (30 dni). I to premier ma głos ostateczny. – To wszystko powoduje, że przed wakacjami się z tymi zmianami nie uporamy – podsumowuje przewodniczący Lech Jaworski.
Izabela Kraj- Życie Warszawy

Etykietowanie