mec.Stachura i stare samochody

mec.Stachura i stare samochody


By spoleczni - Posted on 10 grudzień 2010

Właśnie Aston Martin to ostatni nabytek znanego adwokata Jana Stachury jednego z warszawskich kolekcjonerów, który korzystał kiedyś z usług Classic Motors Polska. – Kupiłem go w Stanach Zjednoczonych. Rocznik 1951. Na razie nie oddaję go do renowacji. Czeka na lepsze czasy – tłumaczy. Swoją kolekcję tworzy od dwóch lat. – Klasyczne samochody to rzeczywiście zaraźliwa choroba. Pojechałem do warsztatu z moim wspólnikiem, który kupił mercedesa pagodę, i tak się zaczęło - wyjaśnia Stachura. Ma już cztery odrestaurowane cacka, dwa jaguary, z lat 50. i 60., bentleya z lat 60. oraz mercedesa z 1961 roku, który jest jednym z 900 wyprodukowanych sztuk.
Jan Stachura nie ukrywa, że renowacja aut to kosztowne przedsięwzięcie. Nie ujawnia, ile już zainwestował w swoje hobby

Warsztat w stylu retro

Data: 2004-02-23
Autor: Justyna Wróbel
W okresie stagnacji na krajowym rynku zabytkowych samochodów, właściciele Classic Motors chcą rozwinąć skrzydła dzięki eksportowi.
Kolekcjonowanie starych samochodów to ponoć jedna z najgroźniejszych chorób. Jeśli zaatakuje, pozostawia ślad do końca życia. – Raz zarażony, nigdy już nie będzie takim samym człowiekiem - zapewnia Radosław Kolankowski, kolekcjoner i współwłaściciel Classic Motors Polska z podwarszawskiej miejscowości Jawczyce koło Piastowa. To jedna z nielicznych firm działających na polskim rynku, która specjalizuje się w renowacji zabytkowych aut.

Radosław Kolankowski wraz ze swoim wspólnikiem Stanisławem Jezierskim zajmują się odnawianiem starych samochodów od 11 lat. Na dobre skrzydła rozwinęli jednak dopiero w drugiej połowie lat 90., kiedy do Polski można już było importować stare samochody bez cła, i jeździć nimi po ulicach. Dziś prawie 100 procent samochodów, jakie naprawiają mechanicy z Classic Motors, to auta nazywane klasycznymi (zabytkowymi). Tak się określa samochody, które zostały wyprodukowane co najmniej przed 25 laty.

Firma odnawia kilkanaście samochodów rocznie. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu świadczyła usługi tylko na potrzeby rodzimych klientów. Szybko jednak się okazało, że to bardzo ograniczony rynek.

Obecnie w garażach polskich kolekcjonerów znajduje się kilkaset zabytkowych samochodów. Najczęściej u ludzi bogatych, biznesmenów. Mają oni pojedyncze modele, a czasem niewielkie kolekcje. Ich zasoby to zaledwie ułamek tego, czym mogą pochwalić się kolekcjonerzy na zachodzie Europy. – W samych Niemczech po ulicach jeździ około 250 tysięcy tzw. oldtimerów, nie wliczając tych stojących w garażach – tłumaczy Jezierski.

Dlatego właściciele firmy postanowili poszukać klientów za granicą. Nie ujawniają swoich wyników finansowych, ale mówią, że pod koniec ubiegłego roku eksport stanowił połowę przychodów Classic Motors. Do końca bieżącego ma wynosić 80-90 proc. obrotów.

Wzrost liczby klientów z zagranicy ma być przede wszystkim efektem kampanii promocyjnej prowadzonej od ubiegłego roku w magazynach branżowych. Firma reklamuje się w takich periodykach, jak m.in. brytyjski Classic & Sports Car, Classic Cars, Octane, holenderski Auto Moto Klassiek, Automobiel, OKM, oraz w pismach francuskich, niemieckich, szwajcarskich oraz belgijskich.

Zamawiają złoto, nie płacą nawet za drewno
Przedsiębiorcy działający w branży przyznają, że rynek polski należy do trudnych. - Wiele firm boryka się z poważnymi problemami finansowymi. Niektóre są nawet na skraju bankructwa. Część z nich nie wywiązuje się z zamówień. Nie śledzę dokładnie rynku, ale wiem, że wiele już upadło – mówi Maciej Rzepecki, właściciel podwarszawskiej firmy Rzepecki Auto Jabłonna. Jego firma specjalizuje się w renowacji brytyjskich aut i ma autoryzację na markę Jaguar. Zdaniem Rzepeckiego, firmy znane, które dobrze sobie radzą, można policzyć na palcach jednej ręki. Według tego eksperta, należą do nich Auto Stodoła z miejscowości Nowe Worowo na Pomorzu, której właścicielem jest Marek Żylis, czy Nostalgia z Łodzi. Rzepecki dodaje, że do kłopotów branży przyczyniają się też nieuczciwi klienci. – Niestety zdarza się, że niektórzy biznesmeni zamawiają klamki ze złota, a nie chcą zapłacić nawet za drewniane - żartuje Rzepecki.

Od jaguarów po astony martiny
Classic Motors Polska remontuje głównie auta z lat 50. i 60., choć jeden z odnowionych modeli pochodził 1904 roku. Najczęściej do warsztatu w Jawczycach trafiają jaguary, rolls-royce’y, astony martiny, mercedesy. Liczba przeprowadzanych renowacji zależy od tego, jakie modele są odnawiane. - Samochodów marki Aston Martin, a to bardzo rzadka marka, można wyremontować o połowę mniej niż jaguarów. Zaś MG cztery razy więcej niż jaguarów - tłumaczy Jezierski.

Właśnie aston martin to ostatni nabytek znanego adwokata Jana Stachury jednego z warszawskich kolekcjonerów, który korzystał kiedyś z usług Classic Motors Polska. – Kupiłem go w Stanach Zjednoczonych. Rocznik 1951. Na razie nie oddaję go do renowacji. Czeka na lepsze czasy – tłumaczy. Swoją kolekcję tworzy od dwóch lat. – Klasyczne samochody to rzeczywiście zaraźliwa choroba. Pojechałem do warsztatu z moim wspólnikiem, który kupił mercedesa pagodę, i tak się zaczęło - wyjaśnia Stachura. Ma już cztery odrestaurowane cacka, dwa jaguary, z lat 50. i 60., bentleya z lat 60. oraz mercedesa z 1961 roku, który jest jednym z 900 wyprodukowanych sztuk.

Pasja odziedziczona po ojcu
Dla właścicieli Classic Motors Polska renowacja starych aut jest pasją. Radosław Kolankowski sam jest właścicielem kolekcji składającej się z ośmiu aut. Zawodowo oprócz samochodów zajmuje się jeszcze deweloperką – jest wiceprezesem firmy działającej na warszawskim rynku.

Stanisława Jezierskiego miłością do starych samochodów zaraził ojciec, od którego pierwsze nauki pobierał jako nastolatek. Autem, które kupił za pierwsze zarobione pieniądze, był przedwojenny DKW F5 z 1935 roku. Jeździ do dziś.

Jezierski zawsze - jak tłumaczy - miał zacięcie techniczne, a jego dzisiejsze umiejętności to efekt długich lat zgłębiania historii poszczególnych modeli i eksperymentowania w warsztacie.

- Po raz pierwszy zabrałem ojcu samochód, kiedy miałem 13 lat. Ale jak już zdobyłem prawo jazdy, dzielił się ze mną swoimi samochodami. Zwrócił też moją uwagę na auta z przełomu lat 20. i 30. – tłumaczy Jezierski. - Zainteresowania rozwijają się najsilniej, kiedy ma się kilkanaście lat. Dla mojego ojca był to koniec lat 30. i dlatego przekazał mi wiedzę na temat samochodów z tamtego okresu. Mnie najbardziej interesują auta z lat 60. – dodaje.

Jedwabna tapicerka za 100 tysięcy złotych
Classic Motors Polska zajmuje się głównie renowacją aut, rzadziej ich odbudową. Na czym polega różnica? Przy renowacji jak najwięcej oryginalnych części i podzespołów jest naprawiana i składana na nowo. W przypadku odbudowy, do remontowanego auta wkłada się nowe części. - W Polsce ludzie nie zdają sobie jeszcze sprawy z tej różnicy – mówi Jezierski.

Nie są to tanie usługi. Za cenę renowacji można kupić nowy samochód wyższej klasy.

- Weźmy jaguara sportowego w złym stanie z lat 60. Cena zakupu może być na poziomie 20 tys. euro. Renowacja to koszt 60 tys. euro. Właściciel otrzymuje samochód, który jest wart 140 tys. euro – wylicza Jezierski.

Jan Stachura nie ukrywa, że renowacja aut to kosztowne przedsięwzięcie. Nie ujawnia, ile już zainwestował w swoje hobby. – To rzeczywiście kosztuje, ale w Polsce i tak renowacja jest jeszcze tańsza niż w Europie Zachodniej – twierdzi.

Ostateczna cena samochodu zależy też od wymagań właścicieli. – Pracujemy obecnie nad rolls-royce’em, w którym jedwabna tapicerka będzie kosztowała blisko 100 tys. złotych – tłumaczy Jezierski.

Delage może wzbudzić pożądanie
Na potrzeby Classic Motors Polska pracuje kilkunastu mechaników. Firma korzysta też z usług innych firm, dostawców części i wykonawców usług. – Pracują dla nas lokalne przedsiębiorstwa, które zajmują się m.in. nadwoziami, wykonaniem tapicerki – tłumaczy Jezierski. Dostawcy części pochodzą z krajów, gdzie produkowane były kiedyś poszczególne marki samochodów, te najbardziej popularne mają pełne zaopatrzenie. - Do jaguarów wyprodukowanych po 1960 roku jestem w stanie dostać wszystko. Dzięki temu mogę wymienić 95 proc. samochodu – tłumaczy Jezierski.

Właściciele Classic Motors Polska przewidują, że rynek samochodów zabytkowych w Polsce będzie się rozwijał wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa. - Rynek ożyje, kiedy na rynku wtórnym zaczną się pojawiać samochody odrestaurowane. Dziś grzęzną one w kolekcjach, a bardzo mało pojawia się na rynku wtórnym – mówi Stanisław Jezierski.

W oczekiwaniu na pojawienie się mody na zabytkowe samochody, właściciele Classic Motors Polska przymierzają się do wybudowania zakładu produkcyjnego, w którym będą wytwarzali replikę unikalnego modelu francuskiej marki Delage z 1936 roku. Do dziś zachował się zaledwie jeden model z niepowtarzalnym nadwoziem. Taki właśnie samochód mógłby wzbudzić pożądanie wśród entuzjastów zabytkowych aut. Jak na razie prowadzone są badania, które mają za zadanie ustalić, czy na kopię znajdą się chętni wśród kolekcjonerów. Jeśli tak, zakład, który najpewniej zostanie wybudowany w Jawczycach, będzie rocznie wytwarzał około stu samochodów. Produkcja będzie w dużej mierze bazowała na ręcznej robocie rzemieślników. Samochód nie będzie tani, a jego cena na pewno przekroczy 100 tys. euro.

źródło:BiznesPolska.pl