Nie dla zwrotów gruntów: "Skutków wojny nie odwrócimy"

Nie dla zwrotów gruntów: "Skutków wojny nie odwrócimy"


By spoleczni - Posted on 16 lipiec 2012

Komunalizacja gruntów w Warszawie (tzw. dekret Bieruta) była warunkiem koniecznym, aby umożliwić odbudowę Warszawy, która w niektórych dzielnicach była zniszczona w 99 proc. Pomysły na zwrot "zagrabionych" terenów po 70 latach są równoznaczne z próbą odwracania skutków wojny.
Niepodległa Rzeczpospolita po roku 1918 nie zwracała majątków skonfiskowanych przez władze carskie po 1863 roku, nie próbowano odtwarzać stosunków własnościowych sprzed dziesięcioleci. Czy nasi przodkowie byli głupsi i mniej uczciwi, niż obecne władze, czy też jest odwrotnie?

Nie można naprawić krzywd wyrządzonych dawno już nieżyjącym ludziom, bez krzywdzenia żyjących. Starzy ludzie mieszkający w budynkach skomunalizowanych przed 70 laty nie mają żadnych szans. Zwrot tych budynków wątpliwym niejednokrotnie spadkobiercom byłych właścicieli oznacza poniewierkę i często bezdomność ludziom, których jedyną winą było to, że ich aktywność życiowa przypadła w czasach, gdy mieszkanie nie było towarem. Ci ludzie niejednokrotnie pracowali przy podnoszeniu Warszawy z gruzów, ponosząc także pośrednio koszty powojennej odbudowy przez to, że ich wynagrodzenie było dostosowane do ówczesnych możliwości państwa, a niski czynsz był traktowany, jako część wynagrodzenia za pracę.

Kolejnym skandalem jest zwracanie działek użytkowanych na cele publiczne. Wiadomo że jedynym celem ubiegających się o "zwrot" jest natychmiastowa sprzedaż działki deweloperowi. Prowadzi to prostą drogą do chaotycznej zabudowy nieliczącej się z jakimikolwiek wymogami nowoczesnej urbanistyki. Skutki takiej "radosnej twórczości" już widać w postaci zaśmiecania miasta zabudową bez ładu i składu.

Ten sam zarząd miasta, taki skory do naprawiania "krzywd historycznych", wywłaszcza obecnie ludzi z ich własności na nowe inwestycje, np. drogowe, nie zapewniając godziwego odszkodowania, mimo że własność jest podobno chroniona konstytucją. Zobaczcie, jaka afera powstała przy poszerzaniu ulicy Marsa. Gdy tak potępiana przez was PRL budowała np. trasę Łazienkowską i trzeba było wyburzyć ileś domków m. in. na Grochowie, każda mieszkająca w nich rodzina dostawała natychmiast samodzielne mieszkanie spółdzielcze (znam takie rodziny osobiście), a dziś mówi się: najpierw eksmisja, a później, może kiedyś, odszkodowanie po wieloletnim procesie sądowym.

Najwyższy czas, aby uznać, że po 25 latach użytkowania miasto nabyło własność terenów przez zasiedzenie, a utratę nieruchomości przez byłych właścicieli potraktować tak jak utratę mienia ruchomego stanowiącego nieraz cały dorobek życia przez tych mieszkańców Warszawy, którzy nie posiadali w niej nieruchomości, a stracili wszystko wskutek zniszczenia miasta.

Nadmieniam, że w żaden sposób nie jestem osobiście zainteresowany sprawą reprywatyzacji ani zagrożony jej skutkami. Moja rodzina ze strony matki mieszka od pokoleń w Warszawie, moi nieżyjący rodzice, wujowie i liczna rodzina stracili w wyniku powstania wszystko i nigdy nie oczekiwali odszkodowania od państwa czy miasta.

Bogdan Staeven
zródło: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11331389,Nie_dla_zwrotow_grun...

Etykietowanie