Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy

Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy


By spoleczni - Posted on 14 maj 2012

To nie żadna przesada, miasto jest zagrożone. Fala zwrotów nieruchomości dawnym właścicielom zablokowała rozwój Warszawy i uczyniła nas wszystkich świadkami ludzkiej krzywdy jak z karykatury ''dzikiego kapitalizmu''.

W załączniku audycja radiowa "Reprywatyzacja zjada miasto"

Jak w wierszu Słonimskiego proponuję: niech ten alarm trwa. Dopóki nie znajdziemy rozwiązania, które zatrzyma absurd.

Należałoby właściwie pisać nieruchomości ''dawnych właścicieli'', bo o zwrot starają się już nawet nie spadkobiercy kamieniczników, ale coraz częściej nabywcy praw i roszczeń do dawnej własności, w tym zwłaszcza wyspecjalizowane firmy czy kancelarie.

Firma X kupuje roszczenia do kamienicy w Śródmieściu za 150 tys. zł od starszej pani, córki właścicieli. Na gruncie dekretu Bieruta z 1945 r. - co za ironia losu - ''odzyskuje'' (raczej - zyskuje) kamienicę. Wygrywa też w sądzie odszkodowanie za cztery mieszkania wykupione w PRL. Skarb państwa wypłaca jej dwa miliony.

Jeśli kamienicy nie można już oddać w naturze, X zgłasza roszczenia odszkodowawcze. Mecenas Jan Stachura powiedział ''Gazecie'', że ''jedna ze spraw zakończyła się wygraną 17 mln zł''...

Nie koniec na tym. Czeka nas następna fala kilku tysięcy roszczeń z tytułu ustawy z 1958 r., która przewidywała odszkodowania dla właścicieli działek przeznaczonych pod budownictwo jednorodzinne. To może kosztować - tym razem miasto - kilka miliardów!

Krzywda dotyka lokatorów zwracanych kamienic. Pozbawieni ochrony prawnej są usuwani z mieszkań pod presją podnoszonych bez ograniczeń czynszów. Śmierć 64-letniej działaczki ruchu lokatorów Jolanty Brzeskiej, której spalone ciało znaleziono rok temu w Lesie Kabackim, stała się czarnym symbolem losu ludzi, których jedyną winą jest, że zawarli umowę najmu z państwem czy miastem.

Mści się na Polsce brak odwagi, by uchwalić ustawę reprywatyzacyjną, która w rozsądnym wymiarze zadośćuczyniłaby krzywdom, nie tworząc nowych.

Sparaliżowana jest polityka miasta, inwestycje, zagrożona przestrzeń publiczna (wiceprezydent Michał Olszewski: ''Jesteśmy pod ścianą. To kwadratura koła''). Roszczenia i zwroty 30 działek na placu Defilad przyczyniły się do zerwania umowy z architektem Christianem Kerezem. Nie będzie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które miało odmienić centrum stolicy.

To rodzi bunt. ''Okupując pustostany w aktach protestu wobec zapędów miasta-firmy, a także blokując eksmisje, prywatyzacje i zabudowy skwerów, walczymy o podstawowe prawa'' - głosi squatterski manifest. Ruch obrony praw lokatorów krzyczy: ''Wszystkich nas nie spalicie!''.

Ale aktywiści proponują też miastu rozwiązania prawne. Chcą wziąć współodpowiedzialność. To wyjątkowa okazja, by instytucjonalna polityka nawiązała współpracę z ruchem społecznym nowego typu.

Jak w wierszu Słonimskiego proponuję: niech ten alarm trwa. Dopóki nie znajdziemy rozwiązania, które zatrzyma absurd.

Źródło: GW- Piotr Pacewicz

ZałącznikWielkość
reprywatyzacja zjada miasto.mp37.86 MB
Etykietowanie