"Przepis na grilowanie mieszkańca"

"Przepis na grilowanie mieszkańca"


By spoleczni - Posted on 06 marzec 2011

Grillowanie obywatela

Kilka dni temu zostałem poproszony przez członków Stowarzyszenia o opisanie historii mojej własności, która obecnie jest zagrożona przez dewelopera działającego na podstawie umowy zawartej z miastem.
Sprawa o której chcę Państwu opowiedzieć ciągnie się już cztery lata, a jest prosta i oczywista. Przy odrobinie chęci można było ją załatwić w dwa, trzy miesiące. Trzeba obywatelowi, mieszkańcowi Muranowa pokazać jego miejsce, a przy okazji może da się „wykiwać”.
Przy ulicy Nowolipie mam garaż. Boks w ciągu 14 innych, jakich wiele w Warszawie. Garaże wybudowano prywatnie w latach 60-tych ze środków własnych, na gruncie należącym do miasta OCZYWIŚCIE za jego zgodą. Budowniczowie tych garaży, w różnym czasie występowali o możliwość wykupienia gruntu pod garażami, które sami wybudowali. Niestety, prawo na to nie zezwalało. Taka możliwość pojawiła się w latach 90-tych, kiedy weszła w życie nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami. Na podstawie z art.211 można było, i co więcej nadal można wykupić grunt pod garażem, po spełnieniu określonych warunków.
Ja takie warunki spełniłem i po półtora roku przedstawiciel miasta podpisał ze mną akt notarialny. Pełnia szczęścia! Mam odpowiedni dokument, jestem właścicielem 18 m2. Mam gdzie parkować, nikt nie ma prawa do mojej własności! Czy na pewno?
Na działce graniczącej z moją własnością pojawił się deweloper. Sąsiad, jak sąsiad, niech buduje, co chce na swoim gruncie. Okazuje się, że deweloper ma swoje plany w stosunku do garaży.
Dogadać się z właścicielami! Eeee, po co?, lepiej doprowadzić do wyburzenia! Wystarczy tylko namówić MIASTO do „grillowania” właścicieli i najemców. Włączono do działania kolejny urząd - Powiatowy Urząd Nadzoru Budowlanego (okazało się, że akt notarialny Miasto podpisało ze mną w marcu 2008r. a pierwsze działania w sprawie rozbiórki zostały podjęte już w 2007r.). I nie udało się! Po długotrwałej batalii są decyzje PINB – garaże i miejskie i własnościowe do remontu. Miasto jednak wyrzuca 12 najemców, kilku mimo trwającego postępowania w sądzie. Ale co z właścicielami?
10 maja 2010r. w imieniu dewelopera ZGN proponuje zamianę garażu na miejsce postojowe w budynku dewelopera, tylko że to miejsce garażowe będzie (albo nie będzie) za… trzy lata! Może się zgodzą? Cholera, nie zgodzili się! Co za ludzie! Chcą uczciwej zamiany na inny garaż! Nie idzie się z nimi dogadać! Deweloperowi nie wierzą! No to grillujemy!
Miasto upoważnia dewelopera do wyburzenia garaży, które są jego własnością, a ten jeden zostawimy. Deweloper dostaje pozwolenie na rozbiórkę – protestuję. Uważam, że wykonawca nie zapewnia bezpiecznego odcięcia garaży przeznaczonych do wyburzenia. Protest oddalony.
Dostaję oficjalne pismo od Wojewody Mazowieckiego, że szczegóły rozbiórki powinny być w projekcie wykonawczym, a nie budowlanym na podstawie, którego wydaje się pozwolenie. Dostaję miesiąc na odwołanie się od Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Zastanawiam się, co robić, mam 30 dni, mam czas. ALE nie! W dwa tygodnie po otrzymaniu pisma od Wojewody rusza rozbiórka! Oczom nie wierzę - w jeden dzień znikają wszystkie garaże, pozostaje tylko mój, z uszkodzonym dachem. PODEJMUJĘ próbę rozmowy z kierownikiem budowy, jednocześnie projektantem szczegółów odcinania dachu. Pan nie ma czasu i nie wie, kiedy będzie na budowie, A uszkodzenia naprawi, kiedy będzie chciał. Jednym słowem - róbta, co chceta!
O sprawie powiadamiamy Nadzór Budowlany, Izbę Inżynierów Budowlanych, Dewelopera, ZGN, Burmistrza Dzielnicy. Informuję o sprawie radnego Śródmieścia. Czekamy! Wykonawca nie naprawia uszkodzeń, kierownik budowy i projektant szczegółów rozbiórki milczą.
Zanim podłożono do grilla, ZGN składa niejasną propozycję wynajmu innego garażu. Odpisuję na pismo, że jestem zainteresowany zamianą. Cisza!
Nawiązuję kontakt ze Stowarzyszeniem. Dostaję propozycję opowiedzenia o sprawie w rozgłośni radiowej.
Szanowni Państwo! Ja wiem, że to tylko garaż. To prawda, ale to mój garaż, moja własność!. Wiem, że są kraje np. USA, gdzie za naruszenie cudzej własności można strzelać do agresora. Ja strzelać nie chcę, ale nie pozwolę na deptanie moich praw konstytucyjnych. Arogancja władzy lokalnej osiągnęła apogeum, bezkarność dewelopera też z czegoś wynika.
Jak Państwo myślicie, czy w parę miesięcy dałoby się załatwić taką sprawę bez angażowania tylu instytucji za pieniądze podatnika?
Ja myślę, że tak, ale wówczas grilla by nie było.

Autor. Tomasz Wolniarski

Etykietowanie