Reprywatyzacja. "Nic nie zatrzyma lawiny zwrotów i odszkodowań" [ROZMOWA] [CYKL "WYBORCZEJ" - cz. 5]

Reprywatyzacja. "Nic nie zatrzyma lawiny zwrotów i odszkodowań" [ROZMOWA] [CYKL "WYBORCZEJ" - cz. 5]


By spoleczni - Posted on 18 luty 2015

CYKL "REPRYWATYZACJA: KTO KORZYSTA, KTO TRACI". Minister Krzysztof H. Łaszkiewicz z kancelarii prezydenta: - Fala zwrotów jeszcze urośnie. A na początku lat 90. tylko niespełna jedna trzecia dawnych właścicieli tzw. gruntów warszawskich miała realne szanse na wygraną.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,87648,17394321,Reprywatyzacja___Nic_nie_zatrzyma_la...

MAREK WIELGO: Jako wiceminister skarbu w rządzie Jerzego Buzka przygotowywał pan projekt ustawy reprywatyzacyjnej, ale zawetował ją ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
KRZYSZTOF H. ŁASZKIEWICZ: Pomijam, że zrobił to z przyczyn politycznych. Gorzej, że popełnił błąd, pozbawiając nadziei ludzi, którzy na nią czekali. Powiedział im wprost, że powinni iść do sądu, bo to najlepsza droga. I wielu dawnych właścicieli lub ich spadkobierców posłuchało tej rady.

Kwaśniewski stwierdził, że szacunki mówiące o wielomiliardowych odszkodowaniach są wyssane z palca. Pan ripostował, że zaniechanie reprywatyzacji może się okazać kosztowniejsze. Niestety, wygląda na to, że to pan miał rację. Dlatego chcemy zmobilizować polityków do ponownego zajęcia się problemem roszczeń reprywatyzacyjnych i kłopotów, które powodują dziś dla miast, lokatorów zreprywatyzowanych kamienic, zwracanych szkół czy przedszkoli.

- Przez te lata orzecznictwo NSA oraz Sądu Najwyższego znacznie poszerzało możliwości dochodzenia roszczeń. Oceniam, że na początku lat 90. tylko niespełna jedna trzecia dawnych właścicieli tzw. gruntów warszawskich miała realne szanse na wygraną w sądach czy urzędach zajmujących się roszczeniami. Obecnie nic nie jest już w stanie zahamować lawiny zwrotów lub odszkodowań. Nie ma znaczenia, czy chodzi o budynek użyteczności publicznej, szkołę czy park. Jedyną przeszkodą jest to, czy spełniony został wymóg terminowego złożenia wniosku dekretowego o ówczesne użytkowanie czasowe. Ale prawdopodobnie i ta bariera pęknie. Przecież wielu dawnych właścicieli nie mogło wniosku złożyć, bo albo siedzieli w więzieniach za działalność niepodległościową, albo tułali się po świecie. Byli też tacy, którzy po prostu przegapili lub obawiali się ujawnienia swojej własności ze względu na atmosferę polityczną.

Lewicowy rząd Marka Belki próbował potem rozwiązać problem roszczeń, proponując dawnym właścicielom i ich spadkobiercom rekompensatę pieniężną w wysokości 15 proc. wartości utraconego mienia. Ówczesna opozycja - PiS i PO - skrytykowała ten pomysł. Nie przeszkadzało to jednak partii Kaczyńskich, kiedy przejęła władzę, firmować projektu Belki jako własnego. Kiedy PO wzięła odpowiedzialność za finanse publiczne, politycy tej partii też mocno spuścili z tonu.

- Jednak projekt rządu Marka Belki, który przejął PiS, i późniejszy projekt Platformy znacznie się różniły. Ten pierwszy de facto niewiele dawał, a równocześnie miał wygasić roszczenia tych, którym zabrano mienie z pogwałceniem PRL-owskiego prawa.

Ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski określił ten projekt mianem złodziejskiej reprywatyzacji.

- Bo pozbawienie dawnych właścicieli i ich spadkobierców możliwości dochodzenia roszczeń w trybie administracyjnym lub sądowym byłoby niekonstytucyjnym rozwiązaniem odbierającym przysługujące im prawa. Dlatego PiS nie ośmielił się przeforsować tej ustawy w Sejmie. Natomiast Platforma od tego projektu się odcięła. Przygotowała własny, który choć zakładał skromne zadośćuczynienie, miał oparcie w konstytucji.

Ten projekt dawał dawnym właścicielom możliwość wyboru: czy chcą latami walczyć w sądzie o nieruchomość lub odszkodowanie, czy zadowolić się ustawowym zadośćuczynieniem. Jego wysokość miała zależeć od wartości wszystkich uznanych roszczeń. Rząd deklarował, że na zaspokojenie roszczeń przeznaczy 20 mld zł, m.in. ze środków, które zgromadził Fundusz Reprywatyzacji ze sprzedaży 5 proc. akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw.

- Możliwość wyboru to jedno. Projekt zakładał, że państwo daje świadczenie ex gratia, czyli z dobrej woli. Państwo uznało, że jakaś grupa obywateli została kiedyś skrzywdzona, więc państwo daje tym obywatelom zadośćuczynienie. Jednocześnie projekt dopuszczał, że jeżeli dawny właściciel, którego mienie jeszcze istnieje w rękach skarbu państwa, chciałby częściowo je odzyskać w naturze, mógłby to uczynić, rezygnując ze świadczenia pieniężnego.

Ale jesienią 2008 r. wybuchł kryzys i rząd schował projekt do szuflady.

- Nie było innego wyjścia. Eurostat zapowiedział, że dopisze te pieniądze do naszego długu publicznego, a wtedy przekroczyłby on dozwoloną przez UE barierę w stosunku do PKB. Pamiętam, że resort finansów prowadził w Brukseli rozmowy na ten temat, ale bez skutku. Wtedy projekt zyskał już akceptację Komitetu Stałego Rady Ministrów i tylko z przyczyn, o których powiedziałem wcześniej, rząd nie skierował go do Sejmu.

Czy jest to jeszcze możliwe?

- Sądzę, że tak. Kiedyś przeprowadziłem przez Sejm ustawę zakładającą wypłatę rekompensat z tytułu zaniechania waloryzacji rent i emerytur sfery budżetowej. W ramach tej operacji, która była rozłożona na pięć lat, budżet państwa wypłacił należne 14 mld zł. I Polska się nie zawaliła. Jednak dzisiaj nie ma żadnych szans na przeprowadzenie reprywatyzacji, jaką przygotowywałem w latach 90. Wtedy był możliwy w wielu przypadkach przynajmniej częściowy zwrot majątku, a obecnie już nie, bo w rękach państwa zostało go już niewiele.

Jednak w Warszawie jest co oddawać. Czy można wyjąć ten fragment problemu roszczeń reprywatyzacyjnych, czyli roszczenia warszawskie, i załatwić go, a o reszcie kraju po prostu zapomnieć?

- To niemożliwe, bo konstytucja stanowi, że wszyscy obywatele są równi względem prawa. Nie może być tak, że jeśli ja mam jakieś roszczenie np. w Krakowie, a pan w Warszawie, to pana sprawa zostanie rozwiązana, a moja nie. Nie tylko w Warszawie zabierano nieruchomości niezgodnie z prawem. Ale dopuszczam możliwość, że Sejm w pierwszej kolejności zajmie się sprawą gruntów warszawskich, bo stolica ma bardzo duży kłopot, lecz potem także innymi roszczeniami. Innymi słowy, grunty warszawskie mogłyby być pierwszym etapem operacji, po którym nastąpiłyby kolejne.

Ale co zrobić, żeby rozwiązać problem roszczeń, jednak jak najmniejszym kosztem dla miasta lub państwa?

- Nie da się rozwiązać najmniejszym kosztem tego, co musi kosztować, bo dotyczy praw gwarantowanych w konstytucji.

Czyli można zaproponować skromne zadośćuczynienie, ale uważa pan, że furtka do dochodzenia roszczeń na drodze administracyjnej lub sądowej i tak musi pozostać?

- Tak jest, bo jeśli pan zamknie tę drogę, to należy się liczyć ze skargą do Trybunału Konstytucyjnego. Proszę zwrócić uwagę, że dekret o gruntach warszawskich, który miał umożliwić sprawną odbudowę zniszczonego miasta, napisali dobrzy przedwojenni prawnicy. Ten dekret trzymał się ówczesnej konstytucji. Problem w tym, że gdy należało przyznać użytkowanie czasowe i zwrócić kamienice, nie robiono tego. Były przypadki, że ludzie odbudowywali kamienice za zgodą władz, a później im to zabierano. Z kolei ci, którym odmówiono zwrotu, mieli dostać odszkodowania w papierach wartościowych. Tego też nie zrobiono.

Senat zdecydował niedawno o wniesieniu do Sejmu projektu, który zakłada m.in., że nie będzie można zwracać budynków publicznych. Co pan sądzi o tej propozycji?

- Wolę trzymać się konstytucyjnej ochrony praw obywateli, gdy to sądy orzekają, co można zwracać, a czego nie można. Np. sądy stwierdziły, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zwrócić dawnemu właścicielowi budynek szkoły. Nie widzę w tym nic złego, jeśli w planie zagospodarowania przestrzennego gminy w tym miejscu przewidziana jest szkoła. Przecież przeznaczenie tego budynku nie zostanie zmienione. Co najwyżej będzie to szkoła prywatna. Mogę też wyobrazić sobie sytuację, że gmina najmuje budynek od prywatnego właściciela, aby szkoła mogła zachować publiczny charakter.

Nie podoba mi się, że beneficjentami tej małej reprywatyzacji są coraz częściej osoby i firmy, które odkupują za bezcen roszczenia od dawnych właścicieli i ich spadkobierców. Czy handlu roszczeniami nie da się zablokować?

- To nie takie proste. Sąd Najwyższy w poszerzonym składzie uznał, że roszczenie można sprzedać. To prawo majątkowe, a jego posiadacz może z nim zrobić, co chce. I nie można tego prawa ograniczyć. Natomiast jeśli miastu zależy na utrzymaniu pewnych nieruchomości, można by rozważyć przyznanie mu prawa pierwokupu nieruchomości. Oczywiście po cenie rynkowej.

Czy są jakieś kraje w naszym regionie Europy, w których nie rozwiązano do tej pory problemu roszczeń reprywatyzacyjnych?

- Z tego, co mi wiadomo, to Rosja, Ukraina i Białoruś. Przy czym w Rosji podjęto próbę za czasów prezydentury Borysa Jelcyna, ale okazało się, że nie ma komu zwracać.

A gdzie zrobiono prawdziwą reprywatyzację?

- W Czechach. Tam oddano wszystko, nawet część lasów. Ale tam była wola polityczna, której u nas nie było.

Czeski minister skarbu miał ponoć stwierdzić na początku poprzedniej dekady: "U nas, w Czechach, reprywatyzacja to 90 proc. ekonomii i 10 proc. polityki. W Polsce jest odwrotnie. Dlatego my już dawno uporaliśmy się z tym problemem, a wy nie". Może prezydent Bronisław Komorowski mógłby wywrzeć presję na polityków, żeby wreszcie się z nim uporali?

- Prezydent od czasu do czasu przypomina o tym nierozwiązanym i obciążającym transformację ustrojową problemie. Stwierdził nawet kiedyś, że to haniebne, że Polska jeszcze go nie rozwiązała. Ale trudno, żeby prezydent pracował za rząd i Sejm. W dodatku chodzi o kwestie finansowe, a największą wiedzę na temat możliwości naszego państwa mają ministrowie skarbu oraz finansów.

*KRZYSZTOF HUBERT ŁASZKIEWICZ. W latach 1993-96 przewodniczył Radzie Konsultacyjnej ds. Reprywatyzacji, a przez następne cztery lata pełnił funkcję wiceministra skarbu w rządzie Jerzego Buzka. Łaszkiewicz odpowiadał wówczas za reprywatyzację. W latach 2007-10 ponownie został wiceministrem skarbu w rządzie Donalda Tuska. Od 2010 r. Łaszkiewicz jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, gdzie zajmuje się kwestiami prawno-ustrojowymi oraz obywatelstwami i ułaskawieniami

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,87648,17394321,Reprywatyzacja___Nic_nie_zatrzyma_la...

Etykietowanie