Rodzice sprawiedliwi, syn trafi na bruk

Rodzice sprawiedliwi, syn trafi na bruk


By spoleczni - Posted on 24 maj 2012

Za tydzień małżeństwo Górskich ma się wynieść z domu, bo kamienicę zreprywatyzowano. Chichot historii polega na tym, że rodzice Górskiego ratowali Żydów za co później dostali tytuł "Sprawiedliwy wśród narodów świata" i mieszkanie od wdzięcznego uratowanego właśnie w tej kamienicy.

75-letni Eugeniusz Górski, ż żoną Ireną mieszkają w przytulnej kamienicy przy ul. Stanisława Augusta na warszawskiej Pradze Południe. Rok temu dom odzyskała następczyni prawna przedwojennych, żydowskich właścicieli. Jej pełnomocnik od razu podwyższył wszystkim lokatorom czynsz. Górskim z 6 zł za metr na 17 zł (warszawskie stawki to nawet 35 zł za metr kw.). Jednak wielu osób z komunalnych do niedawna mieszkań nie stać na płacenie rynkowych stawek. A miasto nie wie co z takimi lokatorami zrobić, bo mieszkań komunalnych brakuje.

Lokatorzy z Stanisława Augusta - raczej niemajętni - uparcie płacą według starych stawek, utrzymując, że podwyżka została wprowadzona bezprawnie. Pełnomocnik dał im do końca maja czas na opuszczenie kamienicy. Jeśli zostaną, zapowiada eksmisje.

W stolicy tak dużej eksmisji, obejmującej niemal wszystkich lokatorów zreprywatyzowanego domu jeszcze nie było. Tę historię opisaliśmy wczoraj. Kilkunastu lokatorów liczy, że sąd się nad nimi ulituje. Są wśród emeryci.

Ale co zrobią jeśli przyjdzie komornik? Czy mają plan ratunkowy?

Mówią Irena i Eugeniusz Górscy:

- To mieszkanie załatwili nam Żydzi, których ukrywali moi rodzice podczas wojny w kamienicy przy ul Ostrobramskiej 94 - mówi Eugeniusz Górski, kładąc na stół dokumenty o przyznaniu w 1988 r. jego rodzicom Stanisławowi i Annie Górskim orderu "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Ocaleni to Stanisław Rudnicki i jego kuzyn Jerzy. Stanisław (Izaak Ajzenfus) tak po latach wspominał tamte czasy:

- Uciekli z getta w maju 1943 r., gdy dogorywało powstanie. Przez siedem dni nocowali w wypalonych domach, śmietnikach. Znajomi Polacy odmawiali im pomocy. Chcieli uciec z Warszawy, dotarli na Grochów. Poprosili o wodę mężczyznę w ogródku. Przyznali, że uciekli z getta. Po chwili mężczyzna ich dogonił, proponując pomoc. To był Stanisław Górski dozorca kamienicy przy Ostrobramskiej. Schował ich w piwnicy wypalonego sąsiedniego domu. Dał koc i słomę. Gdy skończyły się pieniądze, Rudnicy urządzili bimbrownię. Oni pędzili bimber, a Górscy go sprzedawali. Pieniądze z handlu alkoholem pozwoliły przeżyć do końca wojny.

Anna Górska z 11-letnią córką Heleną gotowały im i prały ubrania. Pan Eugeniusz miał wtedy 6 lat.

- Dzięki tym szlachetnym ludziom zostaliśmy uratowani od niechybnej śmierci - napisał po latach ocalony Stanisław Rudnicki.

Tata Górski tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej na Pragę w 1944 został przez Niemców wywieziony do obozu koncentracyjnego Mauthausen. Przeżył.

Co było dalej? - W listopadzie 1944 r. sprowadziliśmy się do kamienicy przy ul. Stanisława Augusta. Drugi z uratowanych przez rodziców - Jerzy Rudnicki - był tu administratorem. Nie zamierzaliśmy się przenosić, ale oni chcieli się odwdzięczyć i załatwili nam to mieszkanie. Przedwojennej właścicielki pani Landau nie widziałem. Ponoć wyjechała za granicę - opowiada pan Eugeniusz.

70 lat po wojnie wrócił temat mieszkania

- Nie płacimy czynszu według nowych stawek, tylko według starych, do depozytu - mówi Irena Górska. - Pełnomocnik przyszedł, zaglądał, fotografował. Przed Bożym Narodzeniem straszył, że urządzi nam święta i z nami "zatańczy". A wystarczyło z ludźmi porozmawiać, a nie przez kratę podawać pisma [oddziela mieszkanie od klatki schodowej, żeby było bezpieczniej] - opowiada.

- Niech naprawi dach, balkon. Od marca odciął nam ciepło, bo dla niego skończył się sezon grzewczy, a za oknem mrozy. Znajomi radzili nam żebyśmy się stąd uciekali. Ale gdzie mamy uciekać? Kto nam pomoże się przeprowadzić? Nie mamy dzieci - mówi.

Zapewnia, że są skłonni płacić wyższy czynsz, ale nie tyle, a kamienica powinna być wyremontowana.

- Mamy pokój, kuchnię, łazienkę i długi korytarz. Razem 40 metrów. Niczego nam nie brakuje, ale chcemy jeszcze po ludzku po żyć - mówi.

- Oboje jesteśmy chorzy. Nie chcemy żyć o suchej bułce, denerwować się w aptece czy wystarczy mi pieniędzy. Długo nie pożyjemy. Jeśli nie będzie nas stać na nowy czynsz, to wyprowadzimy się do przytułku.

Pan Eugeniusz: Myślałem, że te mieszkanie będzie do śmierci. Żona oddała swoje miastu [12 metrów] i się tu przeprowadziła, teraz żałuje. Czekamy na wyrok. Będzie musiał chyba nas wyrzucić przez balkon. Czy jestem rozgoryczony? Denerwuje mnie to. Kiedyś byśmy to inaczej załatwili. Dziś nie pójdę na barykadę, bo jestem stary i mam cukrzycę.

Jak Eugeniusz Górski walczył ze Stalinem, a potem drukował antykomunistyczne ulotki? Co o eksmisji Górskich mówi pełnomocnik właścicielki?

Pan Eugeniusz: Siedziałem w więzieniu po wojnie. Na Gęsiówce, niedaleko Pawiaka. Miałem 16 lat. Był 1953 r. [czasy najgorszego stalinizmu]. Dostałem dwa lata poprawczaka za założenie podziemnej organizacji Biały Orzeł w technikum przy Drewnickiej. Byłem dowódcą. Rozlepialiśmy hasła antyrządowe, roznosiliśmy ulotki. W drugiej instancji uratował mnie adwokat [za tę działalność uznano go za więźnia politycznego okresu stalinowskiego]. Poprawczak zamienili mi na kuratora. Skąd ten zapał do walki z PRL? Do ojca przychodzili koledzy partyzanci, słuchałem co mówili. Potem kreśliłem projekty, wojsko, FSO. Ożeniłem się w 1956 r.

Pani Irena: To niepokorny człowiek. Jego nazwisko jest w "Encyklopedii Solidarności". Czytamy: w 1956r. działał w antykomunistycznym Związku Młodych Demokratów, protestuje przeciwko likwidacji poczytnego "Po prostu", które komuniści zamknęli, bo domagało się reform. Do opozycji Eugeniusz Górski wraca w 1980. W fabryce central telefonicznych zostaje wiceprzewodniczącym zakładowej Solidarności. Po wprowadzeniu stanu wojennego internowany. Dwa razy trafił do więzienia na Białołęce. Był kolporterem opozycyjnego "Tygodnika Mazowsze". Naprawiał sprzęt poligraficzny.

W ich mieszkaniu przy Stanisława Augusta, które teraz mają opuścić drukuje się podziemne ulotki. Na strychu chowane są matryce, maszyny do pisania. Pomaga żona Irena.

Dla "Metra": Jacek Powsiński (30 lat), pełnomocnik nowej właścicielki:

- Nie będę męczył 75-letniego człowieka. Też miałem babcię i dziadka. Górskich nie będę ścigał za zaległości. Ale eksmisja to dla nich najlepsze rozwiązanie. Są emerytami, więc mają prawo do lokalu zamiennego od miasta z 200 zł czynszem. Damy im pomoc prawną, żeby je dostali. I będą żyć bez stresu. Nie ma mowy o wyrzucaniu kogokolwiek na bruk.

O zasługach Górskiego słyszę pierwszy raz. Ale dlaczego do mnie nie napisali, że ich nie stać na nowy czynsz, że chcą mniejsze mieszkanie? Podpisują się pod listami kierowanymi do mnie przez jedną z mieszkanek, to równie dobrze mogli napisać prośbę.

Kilka dni temu złożyłem wniosek do urzędu dzielnicy Praga Południe, żeby przyznali wszystkim lokatorom mieszkania zastępcza [zachęca też do tego miasto, ale lokatorzy mówią, że urząd mówi, żeby przyjść z wyrokami eksmisyjnymi]. Jeśli kogoś nie stać na czynsz -najwyższy to 1,3 tys. zł za 50-metrowe mieszkanie - to może starać się w gminie o dodatek mieszkaniowy [należy się jeśli dochód na rodzinę nie przekracza 998 zł, zaś mieszkanie socjalne należy się jeśli dochód na osobę nie przekracza 799 zł]. Tylko nikt o to nie pisze. Nie można tylko płakać i nic nie robić. Chciałem osobiście wręczać pisma ludziom, ale na klatce schodowej była wroga atmosfera. Gdyby nie kilka jątrzących osób, to bym się z większością dogadał.

Nie straszyłem lokatorów przed świętami. Część nie mówi całej prawdy. Niektórzy nie mają tytułu do mieszkań, nadal są one na zmarłych krewnych. Część nie płaciła czynszu, gdy kamienicą zarządzało jeszcze miasto. Długi sięgają po 12 tys. zł. Bezrobotni? Może i tak. Ale żona jednego z nich ma salon piękności. Co zrobić żeby zwroty kamienic były bardziej

Źródło; METRO: Mariusz Jałoszewski

Etykietowanie