Rozdrapują plac Defilad. Wysyp byłych właścicieli

Rozdrapują plac Defilad. Wysyp byłych właścicieli


By spoleczni - Posted on 15 lipiec 2011

Coraz dłuższa lista wniosków o zwrot przedwojennych działek na pl. Defilad: teraz jest na niej już 29 parceli. - Wzrost jest lawinowy. I tak jest w całym mieście - mówi Marcin Bajko, szef miejskiego biura nieruchomości

Jeszcze jesienią 2010 r. - gdy warszawska ekipa PO, przygotowując pl. Defilad do projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej, prowadziła własnościową kwerendę - działek, o które starali się przedwojenni właściciele było 17.

Trudny plac

Są to zazwyczaj parcele o powierzchni 600-800 m kw., przed wojną zabudowane kamienicami. Czas prywatnej własności na pl. Defilad - podobnie jak dla całej Warszawy - skończył się jesienią 1945 r. wraz z dekretem Bieruta. Nowe prawo likwidowało prywatną własność gruntów.

Wywłaszczeni mieli pół roku na złożenie wniosku o przywrócenie praw. Ponieważ dekret miał służyć odbudowie, w teorii z odzyskaniem praw do nieruchomości nie powinno być problemu. Własność miała zostać w prywatnych rękach, jeśli tylko dotychczasowy sposób korzystania z majątku nie kłócił się z przeznaczeniem i planami zagospodarowania. Jednak dekret szybko stał się narzędziem ideologicznym. Zamiast zwrotów kamienic praktyką stały się odmowy. Niektóre wnioski czekają na rozstrzygnięcie do dziś.

Od połowy lat 90. kolejne ekipy polityczne rządzące stolicą zwracają majątki odebrane z rażącym naruszeniem prawa, czyli wbrew literze dekretu. Przy braku ustawy reprywatyzacyjnej pod rządami prawa z 1945 r. pozostaje wciąż 24 ha gruntów. To komplet centralnych dzielnic Warszawy, gdzie ceny metra kw. biją rekordy, w środku jest pl. Defilad - miejsce, z którym nie uporał się dotąd żaden z rządzących Warszawą prezydentów ani żadna ze wspierających go partii.

Ziemia z wadą

Nowym otwarciem dla placu miało być Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jak się później okazało - to inwestycja z rozmachem, ale i z fatalną wadą. Prawa do części placu pod projektowanym gmachem ma kilka rodzin przedwojennych właścicieli. Bez ich zgody budynek reklamowany jako "duży projekt cywilizacyjny" długo nie powstanie.

Pieniądze, które stołeczna ekipa PO skłonna jest wyłożyć na wykup działek, są bardzo skromne. W 2010 r. budżet reprywatyzacyjny sięgał 11 mln zł. Na początku 2011 r. spadł do zera. Teraz to 2 mln zł. Jednak w tym rejonie miasta ceny metra kw. gruntu dochodzą do kilkunastu tysięcy złotych. W zeszłym roku, kiedy roszczeń było mniej, wiceprezydent Andrzej Jakubiak szacował, że ułożenie spraw własności na placu to "kilkadziesiąt milionów" z budżetu miasta.

Źródło. Iwona Szpala- GAZETA STOŁECZNA