Rzecznik praw obywatelskich. Wlasnie teraz jest czas.ustawę reprywatyzacyjną.

Rzecznik praw obywatelskich. Wlasnie teraz jest czas.ustawę reprywatyzacyjną.


By spoleczni - Posted on 11 luty 2015

autor;Wojciech Tymowski GW
CYKL "REPRYWATYZACJA: KTO KORZYSTA, A KTO PŁACI". - Jedni odzyskują majątki, inni nie. Jedni szybko, drudzy po 20 latach starań i ponoszenia kosztów. Problemem jest też to, że koszty obciążają samorządy. Warszawie trzeba było dołożyć z budżetu 600 mln zł na koszty reprywatyzacji - mówi rzecznik praw obywatelskich
JAK NAPRAWIĆ REPRYWATYZACJĘ

Piszemy o reprywatyzacji, ponieważ właśnie teraz piętrzą się powodowane nią problemy. W Polsce nie ma wciąż ustawy reprywatyzacyjnej, która ustalałaby jasne reguły zadośćuczynienia za zabrane w PRL-u nieruchomości i chroniła przed nowymi krzywdami lokatorów kamienic i tereny publiczne.
Apelujemy, by politycy w tym roku, kiedy są dwie kampanie wyborcze, zajęli się reprywatyzacją.
W naszym cyklu opisujemy, w jaki sposób dziś dokonuje się przejmowanie nieruchomości i jakie są tego skutki. Szukamy odpowiedzi na pytanie jak teraz naprawiać krzywdy tym, którym w PRL-u odebrano własność, aby nie powodowało to kolejnych krzywd?
Czekamy na listy: listy@wyborcza.pl
ODCINEK 1.: Dlaczego mamy płacić za dawne krzywdy? Rozmowa z Włodzimierzem Rymsem, wiceprezesem NSA
ODCINEK 2. - 11 LUTEGO: Reprywatyzacja w Poznaniu, Łodzi i Krakowie
Senat cywilizuje reprywatyzację. Początek końca patologii?

WOJCIECH TYMOWSKI: Polska potrzebuje jasnych i jednolitych rozwiązań reprywatyzacyjnych. Te obecne naruszają zasady państwa prawa - napisała pani dwa lata temu do premiera Tuska, apelując o stanowisko w sprawie możliwości uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej.

PROF. IRENA LIPOWICZ: Otrzymałam odpowiedź, że ustawy nie będzie ze względu na trudności budżetu państwa. Według szacunków resortu finansów z 2012 roku realizacja ustawy mogłaby spowodować skokowy wzrost długu publicznego o 18 mld zł. Takie stanowisko budzi zastrzeżenia, przede wszystkim z braku informacji o kosztach, jakie aktualnie ponosi państwo z tytułu tej "oddolnej" reprywatyzacji sądowej. Potrzebujemy w tym zakresie porządnej analizy. Argument, że ustawa stanowiłaby nieznośny ciężar dla budżetu, zaczyna tracić moc, kiedy ciężar ten stale rośnie, tylko że w sposób chaotyczny. Jedni odzyskują majątki, inni nie. Jedni szybko, drudzy po 20 latach starań i ponoszenia kosztów. Problemem jest też to, że koszty i inne skutki obciążają samorządy. Warszawie trzeba było dołożyć z budżetu 600 mln zł na koszty reprywatyzacji.

Ci, którzy przejęli majątki, domagają się rekompensat za tzw. utracone pożytki i wielu je otrzymuje.

- A to dopiero początek fali. Podmioty finansowe i gospodarcze, które nauczyły się już skupować roszczenia, przetarły ścieżki. Są wyspecjalizowane kancelarie. Odzyskiwanie roszczeń latami przez najbardziej wytrwałych zamienia się dziś w taśmową działalność sądu i rutynową pracę adwokatów. Wobec takiej specjalizacji na rynku reprywatyzacyjnym ciężar spadający na samorządy będzie coraz większy. Kształtuje się "przemysł reprywatyzacyjny".

W stolicy roszczenia coraz częściej są już w innych rękach niż dawnych właścicieli.

- Rzeczywiście tak się dzieje. A przecież reprywatyzacja miała usunąć niesprawiedliwość dziejową. Tymczasem często bywa, że ktoś odstępuje swoje prawa do nieruchomości za grosze. I ten, który skupił mnóstwo roszczeń, dochodzi w krótkim czasie do gigantycznego majątku. Rodzi się pytanie: jaka niesprawiedliwość jest tu usuwana?

Raczej powstaje nowa krzywda tych, którzy zbyli roszczenia za grosze.

- Narażona jest na to duża grupa osób, zwykle w wieku podeszłym. Oni mają klucz do wielkiego majątku, czyli roszczenia. Ale to często ludzie niezamożni, nie mają za co iść do sądu lub nie znają swych praw, bo jak wiadomo - wciąż nie ma systemu bezpłatnej pomocy prawnej. Zatem ci ludzie są zostawieni na wolnym rynku. I stają się łatwymi ofiarami ewentualnych "łowców roszczeń", a nawet zastraszeń czy wymuszeń. Kogoś, kto nie ma już sił uczestniczyć w ciągnących się latami procesach, łatwo nakłonić do odstąpienia roszczeń. Zdziwiłabym się, gdyby taką "okazję" przeoczył świat przestępczy. Ale jak widzimy po historiach z Poznania, Krakowa czy Warszawy, nie przeoczył. Nie wiemy tylko , jaka jest naprawdę skala tego procederu.

A gdyby była ustawa reprywatyzacyjna

- Gdybyśmy weszli w reprywatyzację, sięgając np. do ustawy zawetowanej kiedyś przez prezydenta Kwaśniewskiego, oczywiście pewnie z jakąś modyfikacją, to można byłoby dać wszystkim odszkodowanie, być może nawet w wysokości 20 proc. wartości utraconego mienia, jeśli nie stać by nas było na więcej. Ważne, aby odbyło się to szybko, a przede wszystkim, by przysługiwało każdemu, a nie np. 5 proc. dawnych właścicieli i ich spadkobierców - 100 proc., a reszcie nic. Oczywiście te przykładowe 20 proc. mogą oburzać niektórych dawnych właścicieli. Ale to wyjście z patowej sytuacji. A dla bardzo już sędziwych byłych właścicieli te 20 proc. może być ogromną kwotą, większą niż ta, którą proponują "poszukiwacze roszczeń". Wydaje się to bardziej sprawiedliwe niż sytuacja dziś.

Krzywdy wyrzucanych lokatorów.

- Reprywatyzacja i mieszkania zakładowe sprzedawane z ludźmi to sprawy, które przedstawiam na czele rankingu najbardziej palących krzywd społecznych. Dostaję bardzo dramatyczne skargi od lokatorów. Opowiadają, że właściciel usuwa ich z przejętych budynków za pomocą wysokich czynszów albo przy udziale tzw. czyścicieli, odłączając ogrzewanie czy wodę.

Może wprowadzić zapis, by nie można było oddać budynku z lokatorami.

- To dość idealistyczne w świetle obecnego stanu prawnego. Myślę, że to, co można byłoby osiągnąć w ustawie, to przynajmniej zapewnienie, że w przypadku reprywatyzacji lokatorzy w określonej sytuacji społecznej, wiekowej czy materialnej utrzymywaliby stary czynsz regulowany przez pięć lub dziesięć lat.

Lokator powinien być chroniony, bo jest obywatelem. Jednak państwo zachowuje się tu niekonsekwentnie. Okazało, że w skutek zmian kodeksu karnego usunięto zapis o przemocy pośredniej. I gdy podjęliśmy interwencję, jeden z właścicieli przejętej kamienicy odpowiedział nam arogancko, że gdy leją się fekalia po ścianach albo gdy on odłącza media, to jest to prawo właściciela. A prokurator w Poznaniu stwierdził, że w takiej sytuacji przemocy nie ma, bo przemoc musi być wobec osoby, a nie rzeczy.

A więc i lokatorzy są ofiarą, i gminy są ofiarą. Bo lokatorzy tracą mieszkania i zwiększają kolejkę do lokali socjalnych albo idą do schronisk dla bezdomnych.

Samorządy się na to skarżą?

- Owszem. Bo już mamy ogromne kolejki do mieszkań socjalnych i komunalnych, a nie mamy na przykład schronisk dla bezdomnych rodzin. To obraża poczucie społecznej sprawiedliwości, tacy ludzie myślą: "Mieszkałem 40 lat, płaciłem czynsz, a teraz schronisko". Dlatego potrzebna jest zmiana priorytetów samorządów. To kwestia: czy rezygnujemy z miejskiego stadionu, kolejnej biblioteki i budujemy mieszkania socjalne i komunalne dla poszkodowanych reprywatyzacją. W tej sprawie na szczęście zmienia się nastawienie samorządów, bo ludzie po prostu pytają o mieszkania. Ja też stawiam pytania prezydentom miast: Dlaczego nie ma łaźni dla bezdomnych? Czy jest schronisko dla bezdomnych rodzin? Jak długa jest kolejka do mieszkań socjalnych i komunalnych? Samorząd najpierw powinien zaspokoić podstawowe potrzeby mieszkańców, czyli sprawy socjalne i komunalne, lokale dla bezdomnych, a dopiero potem budować np. boisko do hokeja na trawie. Inaczej nie sprosta ciężarowi nagłej reprywatyzacji.

Pani nadal upomina się o ustawę reprywatyzacyjną.

- Tak. Ale ja nie mam inicjatywy legislacyjnej. Mówię o tych sprawach, bo niekontrolowana reprywatyzacja bez ustawy rodzi nierówności, a rzecznik powinien dbać, żeby obywatele byli dobrze i równo traktowani. Wystąpiłam już w tej sprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym, przed parlamentem. Mówiłam, że taka sytuacja jak dziś to zagrożenie dla praw i wolności. Zwróciłam się z gorącym apelem do parlamentu o podjęcie z powrotem prac legislacyjnych zarówno w sprawie reprywatyzacji, jak i mieszkań zakładowych.

Posłowie zawsze mówią, że na uregulowanie reprywatyzacji jest zły czas.

- Wszyscy to znamy. Podnosi się argument, że nas nie stać, który ja kwestionuję, bo i tak coraz więcej reprywatyzacja nas kosztuje. Politycy po cichu dodają też, że będą tu skomplikowane uwarunkowania międzynarodowe. To spróbujmy się z nimi zmierzyć. One nie znikną przez to, że nie regulujemy ważnych spraw. Dziś na międzynarodowych spotkaniach mamy i tak problem zgłaszany przez wspólnoty żydowskie czy polskich obywateli za granicą, którzy mieli tu majątki. O tym trzeba rozmawiać i trzeba się zastanowić, ile budżet udźwignie. Jeśli się pytamy, kiedy można zrobić ustawę reprywatyzacyjną, to odpowiadam, że teraz. Mamy szansę, bo jeszcze są fundusze unijne. Dziś wiele potrzeb miast jest finansowanych z tych środków. Ale tak duże pieniądze z UE się skończą i wtedy zupełnie nie będzie można tej ustawy zrobić. Teraz jest na nią bardzo dobry moment.

W roku wyborczym?

- Właśnie tak. Ponownie podejmuję w tej sprawie próbę. Rozpoczęłam kolejną turę spotkań z przewodniczącymi klubów parlamentarnych, prosząc o porozumienie ponad podziałami w kilku ważnych sprawach, do nich zaliczam też ustawę o reprywatyzacji. To wielki problem systemowy, całego 25-lecia, który wymaga współdziałania To też ogromne zaniechanie, które ma bardzo poważne skutki. I ktokolwiek będzie rządził , z tym problemem się zderzy, i to boleśnie.

Warszawa czeka na taką ustawę w pierwszej kolejności, bo ma najwięcej problemów. Ostatnio Senat przyjął projekt noweli ustaw, którego celem jest ograniczenie patologii reprywatyzacyjnych. Chodzi m.in. o przeciwdziałanie tzw. sposobowi przejmowania na kuratora i by miasto miało prawo pierwokupu reprywatyzowanych gruntów.

- Dobrze, że to jest. Ale to dopiero taki plasterek - choć ważny - na bardzo dużą dysfunkcję. To wymaga kolejnych zmian w prawie. Inaczej dalej będziemy generować wielkie napięcie społeczne.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,87648,17382922,Rzecznik_praw_obywatelskich__Wlasnie...

Etykietowanie