Sposób na mieszkanie

Sposób na mieszkanie


By spoleczni - Posted on 28 czerwuec 2011

Gdański biznesmen Gracjan Szmytkowski wie, jak wykupić mieszkania z centrum miasta od rodzin zalegających z opłatami. Urzędnicy twierdzą: wszystko jest zgodne z prawem. A może miastu jest to na rękę?

Bo dłużnicy to z reguły rodziny bez pracy, z problemami alkoholowymi, których nie znoszą sąsiedzi. Większość, gdy z nimi rozmawialiśmy, była pod wpływem alkoholu.

Jadwiga i Wacław W., oboje po sześćdziesiątce, niedawno mieszkali w dwupokojowym, 30-metrowym komunalnym mieszkaniu w centrum Wrzeszcza, atrakcyjnej handlowej dzielnicy Gdańska. Mieszkanie zdewastowali, zadłużyli się na ok. 20 tys. zł. Teraz mają altankę na działce w peryferyjnej dzielnicy Olszynka. Wewnątrz mieści się tylko tapczan i opalany węglem piecyk. Jest prąd, ale nie ma bieżącej wody. Ubikację w wychodku na zewnątrz trzeba spłukiwać nienadającą się do picia wodą ze studni.

- Gracjan sam się do nas zgłosił. Obiecał, że spłaci dług, a żebyśmy nie mieli już więcej problemów, załatwi nam ''domek bezczynszowy'' - opowiadają. - Zgodziliśmy się, bo dał jeszcze dwa tysiące do ręki.

Mają żal do Szmytkowskiego jedynie o to, że obiecał im wodę i ocieplenie "domku", a zaraz po transakcji przepadł.

Mechanizm transakcji był następujący. Na początku W. podpisali ze Szmytkowskim umowę, czyniąc go swoim przedstawicielem w sprawach prawnych. Odtąd nie musieli już robić nic, biznesmen dowoził ich do urzędu, gdzie mieli tylko złożyć podpisy. Szmytkowski znalazł właścicielkę spółdzielczej kawalerki, również w centrum miasta, która chciała zamienić ją na większe mieszkanie komunalne. Miasto wyraziło zgodę na zamianę pod warunkiem spłaty długu państwa W. Bo gmina oficjalnie nie wie, że dług w rzeczywistości spłacił Szmytkowski. Nie wie również o tym, że W. na oczy nie zobaczyli spółdzielczej kawalerki. W tym samym czasie biznesmen zawiózł wszystkich zainteresowanych do notariusza i odkupił od W. kawalerkę za 20 tys. zł - tych pieniędzy też nie zobaczyli, bo w rzeczywistości poszły na spłatę ich długu.

Koszty Szmytkowskiego: spłata długu, podstawowy remont dawnego mieszkania W., kupno dla nich działki na Olszynce, razem ok. 50 tys. zł. Zysk: spółdzielcza kawalerka w centrum miasta warta ok. 200 tys. zł.

Poznaliśmy trzy takie historie. Na przykład pani Janina K., była profesorka w znanym gdańskim liceum, choroba alkoholowa doprowadziła ją do stanu, że ilekroć u niej byliśmy, nie potrafiła podnieść się z podłogi. Za sprawą Szmytkowskiego z komunalnego mieszkania trafiła do niewielkiej szopy - przybudówki do starej kamienicy - sąsiedzi już zabiegają o jej eksmisję.

- Wiem, czym zajmuje się ten człowiek i wiem, jakich klientów do mnie przywoził - mówi N., proszący o anonimowość gdański notariusz. - Przeprowadził u mnie cztery takie transakcje, w końcu nie wytrzymałem i poprosiłem go, żeby poszukał sobie innego prawnika. Oczywiście, że on wyłudza majątek od ludzi, którzy gotowi są oddać wszystko za butelkę wódki. Ale ja nie mam prawa odmówić poświadczenia takiej transakcji. Dopóki klient jest akurat trzeźwy i zapewnia mnie, że ma świadomość, jaką decyzję podejmuje, nikt nie może mu zabronić pozbycia się swojego mienia. Wątpię, czy udałoby się udowodnić Szmytkowskiemu, że doprowadza tych ludzi do niekorzystnego rozporządzenia swoim majątkiem. Przecież takich ludzi jak on działa na rynku więcej.

Irena Kordel, szefowa gminnego Biura Zamiany Mieszkań: - My sprawdzamy tylko, czy dokumenty się zgadzają. Jeśli ludzie decydują się na zamianę i jedna strona spłaca długi drugiej, nie mamy prawa odmówić przeprowadzenia takiej transakcji. Żeby zabezpieczyć się przed naciągaczami wymagamy, żeby strony stawiły się osobiście, pośredników nie tolerujemy. Przeprowadzamy ok. stu zamian rocznie.

Gracjan Szmytkowski, zanim wysłuchał, w jakiej sprawie do niego dzwonimy, zagroził ''Gazecie'' sądem. Do redakcji dotarło pismo od mecenas Krystyny Klenowskiej informujące, że Szmytkowski ''umocował ją do reprezentowania w sprawach dot. ochrony jego dóbr osobistych''. Ale prawniczka namówiła go na rozmowę.

- Nikogo nie bulwersuje, gdy komornik wyrzuca ludzi z mieszkania na bruk albo licytuje za bezcen ich majątek - mówi czterdziestolatek Szmytkowski. - Do mnie są pretensje, bo działam jako osoba prywatna. Są ludzie, którzy nie potrafią albo nie chcą poradzić sobie z życiowymi problemami, choćby z zadłużeniem. Urzędnicy też nie chcą się nimi zajmować, bo to nie jest przyjemne. Ja daję im jakąś alternatywę, lepszą od komornika. Możecie oceniać, że państwo W. mieszkają teraz w slumsie, ale nie widzieliście ich mieszkania komunalnego. Zapach przelewających się do piwnicy fekaliów zatruwał życie sąsiadom. W. sami do tego doprowadzili i nad głową wisiała im już eksmisja.

Gracjan Szmytkowski nie chce zdradzić, ile transakcji ''zamiany'' mieszkań przeprowadził. Przyznaje, że działa w Szczecinie, a od dwóch lat również w Gdańsku. Twierdzi, że informacje o zadłużonych lokatorach komunalnych mieszkań zdobywa sam poprzez znajomych.

- Ma informatorów w miejskiej komunałce i w firmie energetycznej, bo ci ludzie przeważnie nie płacą też za prąd - twierdzi nasz informator, były współpracownik Szmytkowskiego. - Informacja to nie problem, prawdziwą sztuką jest zbajerować człowieka, a potem go przypilnować, dowieść trzeźwego do prawnika, Gracjan jest w tym mistrzem. A władze nie będą mu bruździły w interesie, bo władzom to jest tak naprawdę na rękę.

Rzeczywiście, samorządy Trójmiasta, którym zależy na wizerunku nowoczesnych, nadmorskich kurortów, mają problem z wykluczonymi. Władze Sopotu ogłosiły właśnie program ''zero tolerancji'' dla żebraków - policja i straż miejska wszelkimi możliwymi sposobami usuwa ich z Monciaka. Sopocki magistrat zatrudnił też prywatną firmę windykacyjną, która skuteczniej niż komornicy ściąga długi. Z kolei wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski ogłosił niedawno swój pomysł na rozwiązanie problemu niepłacących czynszu - zaproponował przesiedlenie ich do zbudowanego pod miastem osiedla z kontenerów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Etykietowanie