Zwrotów nieruchomości może być jeszcze więcej

Zwrotów nieruchomości może być jeszcze więcej


By spoleczni - Posted on 25 październik 2014

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,16856408,Zwrotow_nieruchomosc...

Przeprowadzki szkół, utrata boisk albo wypłata pieniędzy prywatnym właścicielom. Takie skutki reprywatyzacji grożą Warszawie w najbliższych latach. Na liście oświatowych terenów, które mogą przejść w prywatne ręce, jest już ponad 100 adresów.
Na mapie zaznaczyliśmy szkoły i przedszkola w centralnej części Warszawy, wobec których toczące się postępowania reprywatyzacyjne zbliżają się do finału. To w tych miejscach reprywatyzacja zostanie przeprowadzona najszybciej, choć trudno na ogół podać dokładną datę. Pełna lista terenów oświatowych, które chcą przejąć bądź już przejęli prywatni właściciele, zawiera 109 adresów. Ich roszczenia dotyczą działek w przedwojennych granicach, które zwykle obejmują część szkolnego placu - to może być np. całe boisko i część budynku.

Po kliknięciu w ikonę oznaczającą konkretną parcelę, można się dowiedzieć, na jakim etapie jest postępowanie reprywatyzacyjne, dotyczące danego terenu.

"Teraz możemy to stracić"

"Pomóżcie" - napisali kilka miesięcy temu do redakcji Grażyna Nagawiecka i Joanna Kanicka, matki uczniów Zespołu Szkół (gimnazjum i podstawówki) przy ul. Drewnianej. Chodzi tu 480 uczniów, blisko jedna piąta to dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego. "Szkoła ma ponadstuletnią tradycję, mieści się w zabytkowym budynku, o modernizację infrastruktury sportowej, która wołała o pomstę do nieba, szkoła starała się od ponad 30 lat" - pisali rodzice.

W październiku zeszłego roku sukces świętowali uczniowie, rodzice i grono pedagogiczne: skończyła się długo wyczekiwana budowa nowych boisk. - Teraz możemy to stracić - mówiła dyrektorka szkoły Ewa Furmańska, gdy okazało się, że są roszczenia wobec szkolnego boiska.

Dzielnica wydała na modernizację części sportowej 440 tys. zł. Wcześniej, w 2010 r., za ponad 20 tys. zł szkoła urządziła plac zabaw dla najmłodszych.

- Co zrobią właściciele? Wygrodzą środek terenu, urządzą tam parking albo zbudują apartamentowiec? - zadawali pytania rodzice.

To wcale nie jest nierealne, o czym przekonało się Gimnazjum nr 38 przy ul. Świętokrzyskiej. Pośrodku szkolnego terenu parkują dziś samochody, stoją na terenie zwróconym spadkobiercom dawnych właścicieli. Z kolei na szkolnej działce przy podstawówce na ul. Niecałej deweloper chce budować apartamentowiec, stara się o warunki zabudowy.

Reprywatyzacja w Zespole Szkół przy Drewnianej oznaczać będzie jeszcze jeden problem: uczniowie będę mieć problem z dojściem do głównego boiska. A placu zabaw zwyczajnie nie ma gdzie pomieścić.

Takich kłopotów inne miasta nie mają.

Warszawa jest jedynym miastem, w którym jednym podpisem powojenna władza zlikwidowała prywatną własność gruntów. Prezydencki dekret Bolesława Bieruta z 1945 r. miał przyspieszyć odbudowę zrujnowanej stolicy. Dekret gwarantował przedwojennym właścicielom odnowienie praw tam, gdzie nie było sprzeczności z planami odbudowy i rozbudowy stolicy. Słowem, gdy ich przedwojenna kamienica nadal pozostawała kamienicą, zaś działka budowlana nie była strategicznym terenem dla miasta - powinni wrócić na swoje. To w teorii, bo w dekret wkroczyła polityka. Decydowała ideologia, a nie plany odbudowy miasta. Posypały się odmowy. Po 1989 roku kolejne rządy obiecywały, że z reprywatyzacją się rozprawią i przyjmą ustawę wprowadzającą jasne reguły zwrotów. Ustawy nie ma do dziś, a reprywatyzacja demoluje Warszawę.

Bardzo cenne szkolne działki

O warszawskim dekrecie jest coraz głośniej. Protestują już nie tylko lokatorzy ze sprywatyzowanych kamienic, ale różne grupy warszawiaków, bo reprywatyzacja coraz silniej wkracza też w publiczną przestrzeń miasta. Automatyczne zwroty zagrażają kolejnym parkom, skwerom, terenom oświatowym. Z braku ustawy decyduje rynek, który tworzą wyspecjalizowani kupcy przedwojennych roszczeń. Dziś to głównie oni są beneficjentami najlepszych kąsków stołecznej reprywatyzacji.

Szkoły, przedszkola, boiska to zazwyczaj doskonale położone parcele z inwestycyjnym potencjałem - majątki idące w setki milionów złotych. W 2013 r. po raz pierwszy ratusz ujawnił skalę problemu. Teraz lista oświatowych roszczeń robi wrażenie, sięga 109 adresów. W niektórych miejscach żądania zwrotu dotyczą kilku działek. Najgorzej jest w Śródmieściu i na Mokotowie.

W 2012 r. warszawscy posłowie PO na zorganizowanej przez naszą redakcję i Fundację Schumana debacie ogłosili, że przygotują ustawę, która złagodzi skutki dekretu Bieruta. Według posła Marcina Kierwińskiego, który pracował nad projektem, ustawy nie ma, bo parlamentarzystom PO nie udało się znaleźć źródeł finansowania ustawy, na które przystałoby Ministerstwo Finansów. Chodzi o niebagatelne pieniądze, według ratusza to 40 mld zł, według Kierwińskiego 20 mld zł. Przy tej skali Warszawa, której budżet to niecałe 14 mld zł, spłatom za dekret sama nie podoła. Rachunkiem musiałaby się podzielić ze skarbem państwa. Kierwiński w Ministerstwie Finansów usłyszał, że publiczna kasa zmaga się z deficytem, stąd w pilotowanie tak kosztownej ustawy angażować się nie będzie. Ważąca miała być także niechęć posłów spoza Warszawy. - Nigdy nie było zielonego światła z kancelarii premiera - mówi polityk Platformy. - I stąd problemy w Ministerstwie Finansów i wśród posłów z terenu.

Ta porażka PO grozi utratą kolejnych oświatowych działek. Nie mają ustawowej ochrony (dziś przy zwrotach z dekretu Bieruta bronią się tylko drogi publiczne, reszta kwalifikuje się do reprywatyzacji), zaś warszawska PO nie była w stanie przyspieszyć uchwalania planów zagospodarowania, które są gwarancją przestrzennego status quo. Właśnie przez brak planu ratuszowi przyjdzie zapłacić wysoką cenę za boisko liceum Zamoyskiego przy Foksal. To jeden z droższych rejonów Warszawy. Roszczenia do boiska (3,2 tys. m kw.) skupił specjalizujący się w takich transakcjach biznesmen Maciej Marcinkowski.

Za nieruchomość (do reprywatyzacji jeszcze nie doszło, ale w ratuszu słyszymy, że zwrot jest pewien) prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz ma zapłacić dwoma niewielkimi działkami na pl. Defilad wycenionymi na niecaŁe 16,5 mln zł (900 m kw.). Obok Pałacu Kultury i Nauki na odzyskanym już wcześniej terenie Marcinkowski chce stawiać 240-metrowy biurowiec. I właśnie tych działek potrzebuje. Ale to nie koniec: w puli dla biznesmena znajduje się jeszcze jedna działka, której lokalizacja długo nie była znana. Nie znali jej także radni Platformy i SLD, którzy w lipcu przyjęli uchwałę o działkach dla Marcinkowskiego w zamian za boisko. Niedawno okazało się, że trzecią parcelą dla biznesmena jest grunt przy Trakcie Królewskim, tuż obok pomnika Mikołaja Kopernika, na którym kiedyś stał okazały pałac Karasia. Marcinkowski będzie mógł przejąć ten grunt, jeśli zgodzą się radni i wpłaci miastu pieniądze z tytułu różnicy wartości między boiskiem a proponowanymi działkami. Transakcja czeka na finał.

Wyprowadzka nie tylko z Twardej

Tuż przed nim jest zwrot renomowanego gimnazjum przy Twardej. Tu także roszczenia są własnością Marcinkowskiego. Decyzją urzędników pani prezydent biznesmen ma zostać współwłaścicielem nieruchomości, do spółki z miastem. Działka przy Twardej to 1 ha w ścisłym centrum otoczony wieżowcami. Dla Marcinkowskiego miasto opróżni teren z oświaty, kosztem 8,4 mln zł wyremontuje szkołę w innej dzielnicy. Do 1 września 2016 r., gdy gimnazjum zacznie działać w innej dzielnicy, będą wspólnie zarządzać nieruchomością.

Ale to niejedyna wyprowadzka podyktowana przez reprywatyzację. Na jednej z ostatnich sesji Rada Warszawy podjęła decyzję o likwidacji podstawówki przy Hożej. Szkoła słynąca z treningów tenisa stołowego musi zakończyć działalność w 2014 r. Uczniowie dołączą do dzieci z innej podstawówki. Zrobią miejsce uczniom jednego z najlepszych w Warszawie liceów: szkole im. Nowaka-Jeziorańskiego. Choć w uzasadnieniu uchwały można przeczytać, że likwidacja podstawówki z Hożej związana jest z "racjonalizacją sieci szkół w Śródmieściu", a rzecznik Śródmieścia mówi, by roszad nie wiązać z reprywatyzacją, tylko z poprawieniem warunków nauki licealistom, to skojarzenia z dekretem trudno uniknąć. Tak się składa, że Liceum Nowaka-Jeziorańskiego jest na liście objętej roszczeniami. Postępowanie zwrotowe jest w początkowej fazie.

Wkrótce boisko mają stracić nastolatki z Liceum Dąbrowskiego w Śródmieściu. Młodzież dostała ostrzeżenie. Już przed rokiem urzędnicy mówili, że licealiści będą musieli korzystać z boisk innych szkół. Teraz sprawa jest przesądzona: podpisano już tzw. decyzję zwrotową, finałem będzie akt notarialny.

- Właściciele nie zgłosili się jeszcze. Na pewno będziemy z nimi rozmawiać na temat pozostawienia boiska - mówi rzecznik Śródmieścia Mateusz Dallali. A jeśli rozmowy się nie powiodą, to licealistom trzeba będzie organizować sport gdzie indziej.

Urzędnicy w Śródmieściu z obawą myślą też o innych szkołach. Trwają starania o zwrot części działek Liceum Narcyzy Żmichowskiej oraz Szkoły Podstawowej nr 34 na Powiślu. - Obejmują one zarówno budynki, jak i część boiska - informuje Mateusz Dallali. I dodaje: - Zwroty nieruchomości w dużej mierze obejmują Śródmieście i można się spodziewać, że będzie ich coraz więcej. Nie jest to komfortowa sytuacja dla nas ani dla uczniów i rodziców. Brak ustawy reprywatyzacyjnej daje się coraz bardziej we znaki - przekłada się to m.in. na koszty. Robimy, co tylko w naszej mocy, aby chronić nasze placówki oświatowe i zapewniać im niezakłócone działanie.

Reprywatyzacja mebluje także oświatę na Mokotowie. Problem ma przedszkole z ul. Goszczyńskiego, wprawdzie dekret nie zagroził budynkowi, ale zwrócona działka wchodzi w środek ogrodu z placem zabaw. Tu ratunkiem ma być plan miejscowy, który chroni teren placówki przed zabudową.

Urzędnicy porozumieli się też z właścicielami przejętej działki pod boiskiem mokotowskiego liceum im. Królowej Jadwigi. Żeby je uchronić, doszło do wymiany parceli.

Nie wiadomo, jak zakończy się sprawa Liceum Dobiszewskiego, także na Mokotowie. Absolwentką tej szkoły jest prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ale nie ułatwiało to jak dotąd rozwiązania problemu.

By zadowolić właścicieli, powstaje plan miejscowy: tak by mogli wymienić się na działki z miastem. Zamiast rządzić niezdatnymi pod zabudowę działkami w środku szkolnej posesji, mieli wziąć te z jej brzegów. Dzięki temu mogliby je zabudować, zaś szkoła działałaby nadal, choć z mniejszym boiskiem. - Niestety, w finale negocjacji zmienili zdanie - mówi wiceburmistrz Krzysztof Skolimowski. - Chcą odzyskać to, co odebrano im dekretem.

Nikt rodzicom nie powiedział o roszczeniach

Praga Południe. Drugi brzeg miasta, ale i kolejna z dekretowych dzielnic Warszawy. Miasto zwróciło działkę przy przedszkolu Saski Zakątek. Spadkobierczynie jednej z przedwojennych hipotek, która biegnie przez przedszkolny ogródek, zagroziły odcięciem dostępu do zabawek. Rodzice skrzyknęli się na Facebooku, napisali list do Hanny Gronkiewicz-Waltz: „Pragniemy wyrazić nasze rosnące zaniepokojenie czy wręcz oburzenie sposobem postępowania warszawskich władz samorządowych w związku z planowanym zabraniem części ogródka użykowanego przez przedszkole » Saski Zakątek «, jak również realną groźbą utraty całości gruntu przedszkola na rzecz spadkobierców byłych właścicieli pokrzywdzonych przez tzw. dekret Bieruta”.

Okazało się, że nikt z urzędników o trwającym postępowaniu zwrotowym rodzicom nie powiedział, ustalili fakty sami. "Nie protestujemy przeciwko oddawaniu własności prawowitym właścicielom, protestujemy przeciwko biernej postawie władz Warszawy, a w szczególności władzy dzielnicy Praga Południe jako organu prowadzącego przedszkole, która nie zabezpiecza interesu publicznego zachowując teren przedszkola w niezmienionym kształcie" - pisali do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Po długich i nerwowych negocjacjach spadkobierczynie zgodziły się ustąpić z aresztowania działającego od 50 lat przedszkolnego ogródka. - Zgodziły się sprzedać działkę miastu za 883 tys. zł - mówi Robert Kempa, wiceburmistrz Pragi Południe, właśnie szykuje zmiany w dzielnicowym budżecie.

- Oczywiście to bardzo niedobrze, że sprawa dekretu nie została załatwiona poza samorządem, że państwo jej nie uregulowało - ocenia Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny za oświatę.- Staramy się zapobiegać trudnym sytuacjom: zrobiliśmy inwentaryzację, jest wiele spraw do rozwiązania. Przenieśliśmy w zeszłym roku poradnię pedagogiczno-psychologiczną w al. Wojska Polskiego na Żoliborzu do budynku szkolnego. I to jedyna placówka, która jak dotąd straciła siedzibę z powodu reprywatyzacji. Jest oczywiście też kwestia Twardej, ale przecież szkoła działa. Śmiem powiedzieć, że w nowym miejscu będzie miała zdecydowanie lepsze warunki. Mam nadzieję, że żadna szkoła ani przedszkole nie będą zamknięte z powodu zwrotu, choć oczywiście nie wykluczam, że w przyszłości pojawią się takie roszczenia, które będą nam jeszcze bardziej spędzać sen z powiek. Próbujemy bronić placówek planami miejscowymi, trwają negocjacje z właścicielami, wymiany działek, wykup, mamy listę nieruchomości zamiennych. Na razie problem rozwiązujemy.

autorzy;
Iwona Szpala, Małgorzata Zubik - GW

Etykietowanie